Matka Urszula Ledóchowska – wzór nauczyciela twórczego i kreatywnego

Wychowawca | 15 stycznia 2024

Julia Ledóchowska, w zakonie Urszula, urodziła się 17 kwietnia 1865 r. w Austrii, w rodzinie Antoniego i Józefiny z Salis-Zizers. Dzieciństwo spędziła w Loosdorf, gdzie przyszła na świat, oraz w Sankt Pölten, gdzie rodzina przeniosła się w roku 1874, tam też Julia wraz z siostrami pobierała naukę na pensji Pań Angielskich. Rodzina Ledóchowskich w roku 1883 r. przeprowadziła się na tereny ziem polskich. W Galicji, dokładnie w Lipnicy Murowanej, Julia mieszkała do momentu podjęcia ostatecznej decyzji o wstąpieniu do zakonu. Był rok 1886 gdy przekroczyła próg klauzury klasztoru urszulanek Unii Rzymskiej w Krakowie, przy ulicy Starowiślnej. Tak wydarzenie to wspomina w Historii Kongregacji: „Bóg chciał, bym wstąpiła do klasztoru sióstr urszulanek, bo ja tego nie chciałam. Znałam urszulanki tylko z opowiadania i był to jedyny zakon, do którego czułam niechęć. Nic do niego mnie nie ciągnęło. (…). Dosłał się pionek nie tam, gdzie chciał, ale gdzie Bóg chciał. Nie ja wybrała wybrał Bóg”.

Mimo początkowych trudności, siostra Urszula w klasztorze czuła się bardzo dobrze, wzrastając w swoim powołaniu i rozwijając się duchowo, a także intelektualnie. Władze zakonne podjęły decyzję, że młoda i zdolna zakonnica powinna uzupełnić wykształcenie, by następnie rozpocząć pracę na terenie szkoły i pensjonatu. Tak też się stało, siostra Ledóchowska zdała maturę, uzyskała również we Francji dyplom uprawniający do nauczania języka francuskiego. Teraz mogła już bez przeszkód podjąć pracę w szkole prowadzonej przez siostry. Od roku 1889 roku rozpoczęła pracę jako nauczycielka, a od roku 1892 była wychowawczynią w pensjonacie. Podjęła się nauczania przedmiotów matematyczno- przyrodniczych oraz języków obcych. Przyjmując na siebie zadania nauczycielskie wśród młodzieży żeńskiej, starała się jak najlepiej rozpoznać potrzeby swoich uczennic i zaspokajać je. Pracując w szkole stosowała aktywne metody nauczania, szczególnie w czasie lekcji języka francuskiego, dziewczęta odgrywały scenki, a podczas rekreacji rozmawiały w językach obcych. Były bardzo aktywne, chętnie współpracowały ze swoją nauczycielką, bo widziały rezultaty tej pracy. Tak Ledóchowską wspominała po latach jedna z uczennic, Natalia Horodyska: „Matki wykład nie mógł być mniej lub więcej interesujący, porywał zawsze. Wszystko jedno, czy była to lekcja historii, literatury czy gramatyki francuskiej, z chwilą kiedy swoim szybkim elastycznym krokiem wchodziła na katedrę i obejmowała klasę bystrym spojrzeniem, przykuwała z miejsca nasza uwagę do swojej woli nauczenia nas tego, czego nauczyć chciała”.

Przez dwanaście lat, poza pracą nauczycielską, Ledóchowska pełniła funkcję wychowawczyni na terenie bursy dla uczennic: „Pan Bóg obdarzył ją niepospolitym urokiem… Dzieci lubiły ją dla jej niezwykłego uroku (…). Młodzież lgnęła do niej. Niech tylko siostra Urszula gdzieś się pokazała, wnet gromadka dziewcząt ją otaczała”.

Z wypowiedzi uczennic i wychowanek wyłania się obraz osoby otwartej, pełnej gotowości by służyć i „być” dla swoich uczennic. Być wzorem, być inspiracją, ale też być oparciem, i kimś kto jest zawsze gotowy przyjść z pomocą.

Żyjąc i pracując w klasztorze krakowskim, matka Urszula została wybrana przez współsiostry na przełożoną w roku 1904. Przejmując odpowiedzialność za wspólnotę zakonną, matka Ledóchowska nie przestał interesować się swoimi wychowankami, wręcz przeciwnie, otworzyły się przed nią inne, nowe możliwości, by dalej wspierać i inspirować młode dziewczęta. Widząc potrzeby młodych kobiet przybywających do Krakowa na studia, postanowiła otworzyć pierwszy na ziemiach polskich, prowadzony przez zakonnice, akademik dla młodzieży żeńskiej. Początkowo nie otrzymała od kardynała Jana Puzyny pozwolenia, by taki dom dla studentek powstał, z czasem jednak, w wyniku splotu pewnych wydarzeń, kardynał wyraził ostatecznie zgodę, by urszulanki uruchomiły bursę. Tak o działalności domu dla akademiczek wspomina Józefa Ledóchowska w biografii Matki Urszuli: „Internat akademicki staje się umiłowanym dziełem Matki przełożonej. Poświęca mu coraz więcej czasu, kontakty ze studentkami są coraz częstsze i coraz bliższe. Matka interesuje się każdą z osobna, a i one same domagają się jej obecności, staje się im coraz bardziej potrzebna. (…) Dać tym młodym Boga, napełnić ich serce Jego obecnością oto pierwszoplanowy cel pracy wśród akademiczek. Do tego zmierzają kontakty, rozmowy, których tematem jest praca nad sobą, zrozumienie potrzeby modlitwy, skupienia wewnętrznego, nawiązywania bliskiego stosunku z Tym, który mieszka w duszy ludzkiej”.

Matka wiedziała, że rozwój osoby ludzkiej musi przebiegać tak, by obejmował sferę duchową, intelektualną i fizyczną, gwarantuje on wówczas pełny rozkwit jego człowieczeństwa.

W roku 1907, przychylając się do prośby księdza Konstantego Budkiewicza, wyruszyła do Petersburga. Tam, nie mogąc pracować jako siostra zakonna, powróciła do świeckiego stroju i jako hrabina Julia Ledóchowska zaczęła pracować najpierw na terenie internatu działającego przy Gimnazjum, a później również jako nauczycielka w szkole. W czasie pobytu na terenie Imperium Rosyjskiego, poza działalnością na terenie polskiej misji nad Newą, założyła swoją autorską szkołę nad Zatoką Fińską. Tam, w Merentähti, powstała radosna szkoła, jak ją nazywała Matka i pracujące tam nauczycielki. Tak wspominała ten fakt notując w Historii Kongregacji: „Już parę miesięcy temu postanowiłam otworzyć w Merentähti gimnazjum dla polskich dzieci, z rosyjskim językiem wykładowym. Skłoniła mnie do tego trudności z syndykiem i nieprzyjazne postępowanie kolonii polskiej (…). Będą się więcej z nami liczyć, gdy będziemy mieć własną szkołę”. Szkoła ta była rzeczywiście miejscem niezwykłym, od początku do końca wymyślonym przez hrabinę Ledóchowską. Miejscem pełnym słońca, radości. Tutaj, jak wspominały współpracownice matki, objawiła się jej pedagogiczna wizja, jak wychowywać i uczyć. I znów królowała harmonia we wszelkich sferach, tak by młode dziewczęta mogły rozwijać się i wzrastać. Niestety, wybuch Wielkiej Wojny spowodował zmiany w życiu matki Urszuli, musiała opuścić Rosję i udała się do Sztokholmu. W Skandynawii przebywała aż do roku 1920. Podróżując po Skandynawii nawiązywała kontakty z różnymi osobami, np. z Ellen Key, autorką słynnego dzieła Stulecie dziecka, czy luterańskim arcybiskupem Nathanem Söderblomem, laureatem Pokojowej Nagrody Nobla z roku 1930, a ponadto zakładała szkoły, w Aalborgu społeczno-gospodarczą, a w Djursholmie Instytut Języków Obcych. Nie był jej również obojętny los polskich sierot, i to dla nich właśnie kupiła willę w duńskim Aalborgu i zorganizowała dom. Poza tą działalnością podjęła się jeszcze innej pracy, bardzo absorbującej i wykraczającej daleko poza obowiązki i powinności osoby zakonnej. W początkach roku 1915 Główny Komitet Pomocy Ofiarom w Polsce zwrócił się z prośbą do matki o współpracę, a już w kwietniu Ledóchowska rozpoczęła wygłaszać referaty na temat Polski w różnych miastach Szwecji, Dani i Norwegii. Dzięki tej działalności zebrała fundusze na zakup ziemi w odrodzonej Polsce. W roku 1920, wraz z grupą sióstr, które utworzyły już nowe zgromadzenie zakonne – Urszulanki Serca Jezusa Konającego (szare), matka zamieszkała w Pniewach koło Poznania i podjęła działalność społeczną i edukacyjną. Życie na terenie dźwigającej się z pożogi wojennej Ojczyzny było trudne, matka Urszula jednak nie zrażała się ogromem pracy, otwierała szkoły, sierocińce, działała tam, gdzie potrzeby były największe. Ona i jej siostry nie bały się trudów pracy, szczególnie na Kresach Wschodnich, które trzeba było polonizować, ewangelizować, a niekiedy po prostu cywilizować. Ale i tego było mało, Ledóchowska widziała potrzebę, by pracować również na zachodzie Europy, bo i tam trzeba było wspierać oraz twórczo edukować. Przebywając we Włoszech nawiązała kontakt z Marią Montessori i na jej pedagogiczne kursy wysyłała swoje siostry z Polski. Pracowała niestrudzenie aż do samej śmierci, która zabrała ją 29 maja 1939 roku, w czasie pobytu w Rzymie.

Czy matka Ledóchowska może być dla współczesnego nauczyciela-wychowawcy wzorem twórczości i kreatywności? Czy zakonnica żyjąca sto lat temu może nas czegoś w tym zakresie nauczyć? Zdaje się, że odpowiedź kryje się w tym, że matka Urszula była osobą otwartą na potrzeby otoczenia. Widzieć, oceniać, działać. Oto motto jej życia. Widzę potrzeby moich uczniów, oceniam, jak mogę je zrealizować i podejmuję działania. Nie może być wrażliwym, twórczym pedagogiem ktoś, kto tego nie rozumie. Oczywiście, jej kreatywność nie może być oceniania w realiach współczesnego świata, ale musi być postrzegana w przestrzeni historycznej. Przykładem takiego działania może być pomysł Ledóchowskiej, by zaproponować młodym dziewczętom pracę w charakterze wolontariuszek w sierocińcach i innych placówkach prowadzonych przez szare urszulanki. Młode kobiety dzięki temu zyskiwały utrzymanie, a przy okazji zdobywały doświadczenie zawodowe i kompetencje społeczne. Czy tak właśnie nie działa kreatywny i otwarty pedagog, czy nie tworzy dzięki temu zupełnie nowej jakości w otaczającym go świecie? Na pewno tak – i dlatego właśnie Urszula Ledóchowska może stanowić dla nas dziś doskonały wzór do naśladowania.

Bibliografia:

Ledóchowska J., Życie i działalność Julii Urszuli Ledóchowskiej, Warszawa 1998.

Olbrycht K., Pedagogia św. Urszuli Ledóchowskiej, Poznań 2020.

Zdybicka Z.J., Otworzyć serce. Apostolstwo matki Urszuli Ledóchowskiej, Warszawa 2003.

Zydek S., Działalność opiekuńczo-wychowawcza Urszuli Ledóchowskiej i Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego (SJK) na ziemiach polskich w latach 1920–1939, Paedagogia Christiana, 1/49 (2022), s. 21237.

Zydek S., Urszula Ledóchowska (1865–1939) i zgromadzenie urszulanek SJK (szare) wobec problemów społecznych Polski i Europy w początkach XX wieku, Pedagogika Społeczna, 4/2022, s.161180.

Sylwia Zydek

dr nauk humanistycznych, Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe