<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Anna Wardak, Autor w serwisie Miesięcznik Wychowawca</title>
	<atom:link href="https://wychowawca.pl/author/anna-wardak/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wychowawca.pl/author/anna-wardak/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 15 Sep 2020 09:08:40 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Miłości, dodaj mi skrzydła!</title>
		<link>https://wychowawca.pl/post/milosci-dodaj-mi-skrzydla/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Wardak]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2020 09:05:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Duchowość]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa rodzica]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa wychowawcy]]></category>
		<category><![CDATA[Temat numeru]]></category>
		<category><![CDATA[Wychowanie]]></category>
		<category><![CDATA[motywacja nadprzyrodzona]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wychowawca.pl/?post_type=post&#038;p=351</guid>

					<description><![CDATA[<p>Osoby deklarujące wiarę w Boga mówią nieraz, że to właśnie ona daje im siłę do podejmowania wielu wyzwań – niejednokrotnie heroicznych. Taki rodzaj motywacji, kiedy różne nasze działania podejmujemy (bądź przeciwnie – powstrzymujemy się od nich) ze względu na Pana Boga, określa się mianem motywacji nadprzyrodzonej. Ten rodzaj motywacji, jej głębia i to, w jakim [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/milosci-dodaj-mi-skrzydla/">Miłości, dodaj mi skrzydła!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Osoby deklarujące wiarę w Boga mówią nieraz, że to właśnie ona daje im siłę do podejmowania wielu wyzwań – niejednokrotnie heroicznych. Taki rodzaj motywacji, kiedy różne nasze działania podejmujemy (bądź przeciwnie – powstrzymujemy się od nich) ze względu na Pana Boga, określa się mianem motywacji nadprzyrodzonej.</b></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Ten rodzaj motywacji, jej głębia i to, w jakim stopniu faktycznie wpływa ona na nasze postępowanie, zależy w znacznej mierze od szerszego kontekstu naszej życiowej perspektywy. Od tego, czy generalnie żyjemy „ślizgając się po powierzchni”, czy też wiele momentów i wydarzeń naszej codzienności potrafimy postrzegać głębiej, właśnie w perspektywie nadprzyrodzonej – jako element Bożego planu wobec nas i kolejny krok na drodze ku ostatecznemu i najważniejszemu celowi naszego życia.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Bardzo dobrze, jeśli potrafimy patrzeć na nasze życie w taki właśnie sposób. Nieraz jednak popełniamy przy tym błąd, zakładając, że Bóg oczekuje od nas wielkich czynów, heroicznych ofiar, niesamowitych postanowień – i że tylko takie znaczące, trudne czy bolesne okoliczności naszego życia zasługują na to, żeby Mu je ofiarować.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Tymczasem Bóg, jako kochający Ojciec (rozumiemy to doskonale, jeśli sami mamy dzieci), cieszy się już z samych naszych (szczerych i autentycznych) starań i wysiłków, podejmowanych właśnie z miłości do Niego, nawet jeśli nie odnosimy przy tym spektakularnych sukcesów albo wręcz spotykają nas na jakimś polu same porażki. Jeżeli nie zniechęcamy się i po raz kolejny wstajemy, aby – wznosząc oczy na naszego Ojca i prosząc Go o pomoc – na nowo podjąć zmagania z jakąś wadą własnego charakteru albo kontynuujemy nierówną walkę o uporządkowanie tej sfery naszego życia, gdzie ewidentnie porządku tego brakuje, wówczas możemy uznać, że motywacja, która </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>wprawia nas w ruch, porusza i dźwiga,</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> ma właśnie charakter nadprzyrodzony, czyli odnoszący się do Boga, że staramy się i walczymy właśnie przez wzgląd na Niego. Wówczas nie ma wielkiego znaczenia, co konkretnie ofiarujemy, lecz właśnie miłość, z jaką to czynimy. Każdy rodzic nieraz doświadczył zapewne wzruszenia, przyjmując z małej, nieziemsko ubrudzonej łapki piórko, kamyk czy bukiecik zmiętych kwiatków – skromny dar okraszony spojrzeniem pełnym oddania i miłości. </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Najmniejszy uczynek spełniony z Miłości – jakże wielką ma wartość </i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">(św. Josemaria Escriva, „Droga”, 814).</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Oczywiście nie należy tego odczytywać jako zachęty do infantylizmu czy życiowej bylejakości, na zasadzie </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Bóg kocha mnie takiego, jakim jestem, więc właściwie po co mam się starać</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">? Nikomu z ludzi, których kochamy i szanujemy, nie podarujemy zatłuszczonej książki czy bukietu kompletnie połamanych kwiatów (chyba że właśnie, z narażeniem życia, udało nam się dotrzeć na imieniny cioci mimo szalejącego wokół cyklonu). O wartości daru składanego ukochanej osobie nie decyduje ani jego cena, ani inne czynniki wymierne, lecz czy to, co ofiarujemy, faktycznie stanowi w tym momencie maksimum naszych możliwości, czy też dajemy z tego, co nam zbywa, albo staramy się wykpić tanim kosztem. Każdy z nas pamięta zapewne przesłanie płynące z przypowieści o ubogiej wdowie…</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie</i></span></span> <span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">(1 Kor, 10,31)</span></span><i> </i><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">– te słowa Pisma Świętego przypominają nam, że materią naszego uświęcenia i sposobem oddania chwały Bogu mogą być wszelkie, najbardziej nawet prozaiczne aspekty codziennego życia, wykonane na maksimum naszych ludzkich możliwości (nie mylić z perfekcją i perfekcjonizmem!) i z miłością ofiarowane Bogu. Nie ulegajmy zatem pokusie zwanej przez niektórych „mistyką gdybania”: </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Gdybym był starszy…, gdybym była młodsza…, gdybym miała lepszego męża…</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">,</span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i> gdybym nie miał tak nieznośnej teściowej… </i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Wyrozumiałość dla męża, nawet jeśli nie jest on chodzącym ideałem (któż z nas jest?), serdeczny uśmiech dla teściowej (ostatecznie można poćwiczyć wcześniej przed lustrem), cierpliwe odpowiadanie na niekończące się pytania dzieci, dokończenie nużącej pracy z taką samą starannością, z jaką ją rozpoczęliśmy, wyłączenie komputera o zaplanowanej godzinie, trzymanie się ustalonego planu dnia, poczynając od punktualnego wstania z łóżka, co niektórzy, nie bez racji, nazywają „chwilą heroiczną”… Wszystko to są nasze drobne „upominki” dla Pana Boga, a jednocześnie karty, które trzymamy w ręku, aby grać nimi o naszą świętość. </span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Wiadomo, że wyjątkowo cenimy sobie podarunki przygotowane specjalnie z myślą o nas. Podobnie w relacjach z Bogiem – największą wartość ma to, co czynimy z myślą o Nim, licząc się z tym, a nawet pragnąc, aby nikt poza nami i Bogiem nigdy się o tym nie dowiedział i abyśmy naszą najcenniejszą nagrodę odebrali z Jego rąk w niebie. Pięknie mówi na ten temat założyciel Opus Dei, św. Josemaria Escriva, opisując wakacyjne wędrówki z grupą swoich duchowych synów: </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Miałem zwyczaj spacerowania nad brzegami Arlanzonu […] czasami podczas przechadzek dochodziliśmy do klasztoru w Las Huelgas, a czasami udawaliśmy się do katedry. Lubiłem wyprowadzać ich na wieżę, żeby na górze z bliska mogli podziwiać gotycki maswerk, prawdziwą koronkę wyrzeźbioną w kamieniu, owoc cierpliwej i żmudnej pracy. Podczas tych rozmów zwracałem im uwagę, że tych wspaniałości wcale nie widać z dołu. To, co tak często powtarzałem, stawało się namacalnie uchwytne. Mówiłem: to jest praca Boża, dzieło Boże. Powstaje ono wtedy, gdy się własną pracę wykonuje tak doskonale, że przypomina owe koronki z kamienia! Przykład był tak dobry, przekonujący, że ci młodzi ludzie zrozumieli: cała ta praca mistrzów była modlitwą, pięknym dialogiem z Panem. Ci, którzy rozwinęli tu cały swój kunszt, wiedzieli doskonale, że nikt, kto patrzy z miejskich ulic, nie dostrzeże w ogóle ich wysiłku: był on przeznaczony wyłącznie dla Boga. […] Czyń tak samo jak owi kamieniarze, a twoja praca stanie się również operatio Dei, dziełem ludzkim noszącym znamię i rysy Boże </i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">(św. Josemaria Escriva, „Przyjaciele Boga”, rozdz. 65).</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Motywacja nadprzyrodzona dodaje blasku i polotu prozie naszego życia, otwierając przed nami zupełnie nowe horyzonty i szerokie perspektywy. Z jednej strony wypływa ona z bliskiej i osobistej relacji z Bogiem, a z drugiej – więź tę stale pogłębia dzięki temu, że wiele razy w ciągu dnia skłania nas do myślenia o Bogu, o tym, co możemy Mu dać, jaką sprawić radość – podobnie jak wiele razy w ciągu dnia nasze myśli krążą wokół ludzi bliskich naszemu sercu.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Ten rodzaj motywacji, w której napędem do działania jest miłość przez duże M, jak żaden inny, dostarcza nam paliwa, dzięki któremu nasze serce płonie spokojnym i ciepłym blaskiem, niczym światło lampy ogrzewające wszystkich wokół i choć w niewielkim stopniu rozjaśniające ich życie.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Jeśli jest autentyczna, wówczas, unosząc nas nieco nad ziemię, sprawia jednocześnie, że stąpamy po niej pewnie i trzeźwo – uważni na potrzeby ludzi wokół nas i z troską próbujący im zaradzić, ponieważ: </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Jeśliby ktoś mówił: „Miłuję Boga”, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> (1 J 4,20).</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Jeśli jednak tak nie jest, wówczas nasza motywacja nadprzyrodzona łatwo może stać się pustym sloganem albo karykaturą samej siebie, jak dzieje się to w anegdocie mówiącej o tym, jak jeden z pacjentów, wychodząc do domu po długim pobycie w szpitalu, dziękował siostrze, która opiekowała się nim wyjątkowo troskliwie. W odpowiedzi usłyszał: </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Nie ma za co dziękować! Pan właściwie w ogóle mnie nie obchodzi – ja to robię dla Pana Jezusa</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">!</span></span></p>
<p class="western" align="right"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Anna Wardak</b></span></span></p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/milosci-dodaj-mi-skrzydla/">Miłości, dodaj mi skrzydła!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
