<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Archiwa na szlaku - Miesięcznik Wychowawca</title>
	<atom:link href="https://wychowawca.pl/category/na-szlaku/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wychowawca.pl/category/na-szlaku/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 10 Sep 2025 09:14:55 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Rozkochał nas wszystkich w Sobie</title>
		<link>https://wychowawca.pl/post/rozkochal-nas-wszystkich-w-sobie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wychowawca]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Sep 2025 09:14:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[na szlaku]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wychowawca.pl/?post_type=post&#038;p=5904</guid>

					<description><![CDATA[<p>Siedem dni w Asyżu. To chyba najlepszy prezent, jaki mój najmłodszy syn mógł dostać z okazji przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej. Pierwszy raz za granicą, pierwszy lot samolotem i tydzień wędrowania śladami asyskich świętych w Roku Jubileuszowym, to całkiem sporo wrażeń dla moich najmłodszych synów. Mieszkamy u sióstr franciszkanek. Dostajemy pokój z… pianinem. Wiadomo przecież, że [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/rozkochal-nas-wszystkich-w-sobie/">Rozkochał nas wszystkich w Sobie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><strong><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Siedem dni w Asyżu. To chyba najlepszy prezent, jaki mój najmłodszy syn mógł dostać z okazji przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej. Pierwszy raz za granicą, pierwszy lot samolotem i tydzień wędrowania śladami asyskich świętych w Roku Jubileuszowym, to całkiem sporo wrażeń dla moich najmłodszych synów.</span></strong></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Mieszkamy u sióstr franciszkanek. Dostajemy pokój z… pianinem. Wiadomo przecież, że bez pianina żyć się nie da, przynajmniej w naszej rodzinie.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Pierwsze kroki kierujemy do kościoła parafialnego, czyli do Matki Bożej Większej. Minutka drogi od naszego asyskiego domu. W czasach św. Franciszka była to katedra, a obok mieszkał biskup, przed którym Franciszek rozebrał się do naga, oddając wszystko swojemu ziemskiemu ojcu i zaczynając życie całkowicie pod opieką Ojca w Niebie. O tej nagości św. Franciszka przepięknie napisał kard. Grzegorz Ryś w swojej książce <i>Franciszek. Życie – miejsca – słowa</i>. Czytałam tę książkę oraz <i>Osobisty przewodnik po miejscach niezwykłych</i> o. Piotra Bielenina OFMConv, przygotowując nas do pielgrzymki. W Asyżu w różnych miejscach raz jeszcze wracałam z dziećmi do odpowiednich fragmentów tych książek.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Wchodzimy do kościoła, w którym modlił się Święty, bo przecież mieszkał tu zaraz niedaleko. Po prawej stronie od wejścia spoczywa ciało bł. Karola Acutisa. Przed przyjazdem do Asyżu trochę o nim wiedzieliśmy, wyjeżdżając po tygodniu mamy kolejnego świętego przyjaciela.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Siadamy przy jego przeszklonej trumnie. Taki kolega ze starszej klasy albo nieco starszy brat. Dżinsy, adidasy, bluza… i różaniec w dłoniach. Benio na każde wspomnienie o Karolu Acutisie nuci piosenkę Arki Noego <i>Taki duży, taki mały może świętym być</i>.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Katedra św. Rufina to kolejne miejsce, do którego będziemy zaglądać częściej. Tutaj zostali ochrzczeni Franciszek, a później także młodsza od niego o kilkanaście lat Klara. Po lewej św. Jan Paweł II, parę kroków dalej serce bł. Karola Acutisa. Karol &amp; Karol&#8230; Klara mieszkała tuż obok katedry. W jej domu jest teraz kapliczka. Wspinamy się na dzwonnicę, żeby popatrzeć na Asyż z góry. Ale wieje tak silny i lodowaty wiatr, że z ulgą schodzimy w dół po schodach, a później wąskimi uliczkami w dół miasta, bo cały Asyż leży na stoku góry Subasio.</span></p>
<p align="justify">„<span style="font-family: Times New Roman, serif;">Idź, odbuduj mój kościół, który popada w ruinę”.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Następnego dnia wyruszamy do San Damiano. Przyjemny spacer. Nikt i nic nas nie goni. Tutaj jeszcze wrócimy. Bo to ważne miejsce. Dużo się tu działo. Tutaj Pan Jezus przemówił do Franciszka z krzyża, tutaj Klara zamieszkała ze swoimi pierwszymi siostrami i tutaj umarła. Franciszek równo 800 lat temu napisał tu <i>Pieśń Słoneczną</i>. Kiedy pisał to uwielbienie Stwórcy, był już tak schorowany i obolały, że prawie nic nie widział. A jednak pisał pięknie o słońcu, o wodzie&#8230; Ale ja już pierwszego dnia rozumiałam Franciszka. Też chodzę i uwielbiałam głośno Boga za to całe piękno, które tu jest na każdym kroku. Nawet jeżeli Franciszek w momencie tworzenia <i>Pieśni Słonecznej </i>nie widział już zbyt wiele, a może był już ślepy, to pozostała w nim pamięć o pięknie otaczającego go świata. Może nawet tym bardziej doceniał piękno tego, czego już sam oglądać nie mógł, a co zostało w jego pamięci. Jak ja go rozumiem…</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">W drodze powrotnej z San Damiano idziemy pomodlić się przy grobie św. Klary. Choć zmarła w San Damiano, to jej doczesne szczątki spoczywają w kościele św. Klary. Tutaj też przeniesiony został krzyż z San Damiano. Siadamy w ciszy, Benio wyjmuje z plecaczka swój szkicownik i rysuje…</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Pewnie inni w tym czasie zwiedziliby dużo więcej od nas. A my? Ja czytam, Benio rysuje, Kosma dopatruje się ciekawych szczegółów, rozmyślamy, albo najzwyczajniej wpadamy w zapatrzenie, jakiś rodzaj kontemplacji… Nikt i nic nas nie goni. Wszyscy pstrykają fotki, a Benio rysuje.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Przed kościołem dzieci grają w piłę nożną, kręci się piękna stara karuzela, odpoczywamy przy fontannie. Takie zwyczajne włoskie popołudnie, a jakże urocze. Większość turystów rozjeżdża się do hoteli. Na Nieszpory do naszych sąsiadek klarysek idę już opustoszałymi ulicami, mijając nieliczne siostry także zmierzające na modlitwę. Taki jest Asyż w tych pierwszych dniach kwietnia. Pewnie latem życie będzie tu tętnić do późnych godzin wieczornych. Teraz późnym popołudniem nastaje cisza. W czasie wieczornego spaceru uliczki Asyżu są już całkowicie puste.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Kolejny dzień to znowu św. Klara i spacer do Rocca Maggiore. Cały Asyż otaczają stare mury, a w górnej części miasta znajdują się ruiny zamku. Przechodzimy wąskim przejściem do jednej z baszt. Piękny widok z jednej strony na cały Asyż, z drugiej na porośnięte lasami góry. Zwiedzanie zamku i obwarowań to dla chłopaków spora frajda i kolejna bogata lekcja architektury średniowiecza.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Drobne gesty miłości</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">I w końcu idziemy do grobu tego, który narobił tego całego zamieszania. To jest ważny dzień. Modlitwa przy grobie św. Franciszka, zwiedzanie Sacro Convento, czyli klasztoru franciszkanów konwentualnych. Bazylika św. Franciszka Dolna i Górna. Tutaj najlepiej widzimy, co znaczy Biblia Pauperum. Cała historia Zbawienia, cała historia Chrystusa i św. Franciszka, wymalowane na ścianach obu kościołów. Parę godzin słuchamy niezwykle ciekawych opowieści naszego przewodnika. Odwiedzając grób św. Franciszka mijamy także miejsce spoczynku Jacobiny. Ta wdowa, matka dwóch synów, była przyjaciółką Franciszka. Piekła dla niego jego ulubione ciasteczka i podobno jako jedyna miała wstęp do klasztoru braci, a on, kiedy przebywał w Rzymie zatrzymywał się w jej domu. Podobno nazywał ją bratem&#8230; To jedna z moich ulubionych historii świętych przyjaźni, w tej asyskiej krypcie zapisanych na zawsze. Widocznie te ciasteczka, jakieś płótna i inne małe gesty troski o drugiego człowieka mogą nie tylko umilać nam życie doczesne, ale mogą zaważyć na naszej wieczności.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Święte dzieci</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Naszemu wędrowaniu po Asyżu wciąż towarzyszą rozmyślania i rozmowy o relacjach. Bo przecież mieszkamy w pobliżu domu św. Franciszka, w którym się wychował, a właściwie w pobliżu kościoła, który stoi w miejscu jego domu.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Decyzje Franciszka, Klary i innych o odejściu z miasta na ubocze i życiu w ubóstwie były nie do przyjęcia przez ich bogate rodziny. Gdyby jeszcze jakieś dziecko niewykształcone, z biednej rodziny wymyślało takie „dziwactwa”, ale ich dzieci były z bogatych, wpływowych rodzin. Klarę chcieli nawet siłą sprowadzić z powrotem do domu. Jak bardzo przekonujące i pociągające musiało być życie Klary i Franciszka, jeżeli młodzi, którym rodzice zabezpieczyli przyszłość, zapewnili wygodne i dostatnie życie, rezygnowali z tych wszystkich nieruchomości, pieniędzy, błyszczących, miękkich tkanin, drogich zapachów i biżuterii, i szli pod Asyż prowadzić życie ubogie i pokutne. I nic się przez te 800 lat nie zmieniło. Dzisiaj też, choć nie jest ich tak wielu, ale wciąż są młodzi, którzy pragną żyć jak Klara i Franciszek. Choć poddawani są tej samej presji, jak wtedy ci młodzi Asyżanie.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">I choć rodzina początkowo próbowała Klarę odzyskać, to jednak stała się rzecz odwrotna. Jej siostry rodzone, jej mama, jej kuzyn… wszyscy poszli do zakonów. Klara była przełożoną swojej mamy, która mogła z dumą spoglądać na mądrość i niezachwianą wiarę swojej córki. Piękna jest opowieść o tym, jak Klara wobec nacierających na klasztor muzułmanów, staje przed nimi z Najświętszym Sakramentem, ratując siostry, a nawet Asyż.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Wędrując uliczkami Asyżu i wśród drzew oliwnych z każdym dniem zmniejsza się dystans 800 lat, a nawet zanika. Znowu wszyscy święci są tutaj z nami. Do tego ten młody chłopak w adidasach. Bł. Carlo, który też lubił pograć w piłkę nożną i też uczył się grać na instrumencie. I też porwała go największa Miłość.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Ukochane cząsteczki</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Na zachodnim zboczu góry Subasio, ale jeszcze wyżej niż Asyż, znajduje się erem delle Carceri. Kiedyś Franciszek i jego pierwsi bracia szukali tu w szczelinach skał ciszy i odosobnienia, by słuchać Boga. Tutaj brat Rufin wymyślił, że chce zostać pustelnikiem i nie wracać do świata. Nawet w tej kwestii nie chciał posłuchać Franciszka. Bo co ciekawe, mimo że Franciszek kochał te malutkie kościółki z dala od miasta, mimo że szukał ciszy, by wsłuchiwać się w Boży głos, to jednak wracał do miasta, do ludzi, głosił kazania… Pragnienie odcięcia się brata Rufina (kuzyna Klary) rozeznał jako szatańską pokusę.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Tutaj, w eremie, o godz. 12 brat franciszkanin zaproponował Beniowi, żeby to on dzwonił dzwonami.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Z eremu jedziemy do Matki Bożej Anielskiej. W środku tego wielkiego kościoła, znajduje się malutka Porcjunkula, czyli cząsteczka. Tu najmocniej dociera do mnie, że ja odnajduję się chyba jedynie w tych cząsteczkach. I nie dziwię się Franciszkowi, który wychodząc z miasta, wędrując wśród kwiecistych łąk i gajów oliwnych, kiedy trafiał na te malutkie kościółki, chciał w nich spędzać czas na modlitwie, że przy nich budował wspólnoty. Tu umarł. Przy tej cząsteczce. Nagi na nagiej ziemi. Otoczony śpiewem braci i podobno też Jacobiny.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Piekło zamienione w Raj</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Ale zanim jego ciało trafiło tam, gdzie jest teraz, to trochę wędrowało po okolicy. Najpierw z Porcjunkuli zanieśli je bracia do Klary w San Damiano, żeby mogła pożegnać się ze swoim przyjacielem, którym przed śmiercią się sporo opiekowała. Później pochowali św. Franciszka w kościele św. Jerzego, który już nie istnieje, a na jego miejscu stoi dzisiaj kościół św. Klary. Kiedy w błyskawicznym tempie wybudowano Bazylikę Dolną, tam przeniesiono ciało św. Franciszka, ale w obawie przed rozkradzeniem relikwii, Ojciec Święty kazał pochować Franciszka w nieoznakowanym miejscu, by nikt nie mógł go znaleźć. Dopiero wiele lat później, Papież zlecił poszukiwania ciała Franciszka i od tego czasu jego ciało leży tam, gdzie obecnie. I co ciekawe, bazylika św. Franciszka, wraz z przylegającym do niej klasztorem franciszkanów, została wybudowana na tzw. Diabelskim Wzgórzu. Tutaj wyrzucano śmieci z całego Asyżu, tutaj dokonywano egzekucji, tutaj działo się wszystko, co najgorsze. I na tym miejscu stanął klasztor i Bazylika najpierw Dolna, później jeszcze Górna. Przypomniało mi się, jak na chrzcie Benia w małym kościółku św. Benedykta na Wzgórzu Lasoty w Krakowie, kard. Grzegorz Ryś mówił, że to wzgórze było miejscem kultu pogańskiego i właśnie dlatego postawiono tam kościół św. Benedykta jako egzorcyzm miejsca. Tak podobnie Wzgórze Diabelskie stało się Rajskim dzięki obecności sacrum. W drodze z Porcjunkuli odwiedzamy kościół św. Piotra. Piękny.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Wdzięczność</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Każdego dnia zwiedzamy dużo małych, malutkich i pięknych miejsc. Do San Damiano idziemy drugi raz. Mamy tak blisko, że moglibyśmy tam chodzić codziennie.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Codziennie przechodzimy koło Karola Acutisa.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Gdybym miała podpowiedzieć komuś cel wycieczki z młodzieżą, to zdecydowanie polecam Asyż. Gdzie indziej zobaczą tyle młodych świętych?</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Niedzielna Msza św. w Sacro Convento, w kaplicy Brata Eliasza, tego, któremu Papież zlecił wybudowanie bazyliki. Piękny czas dziękczynienia za to, że mogliśmy spędzić siedem dni daleko od świata, 800 lat wstecz, ze świętymi ludźmi i z Tym, który rozkochał nas wszystkich w Sobie.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Oczywiście moglibyśmy to wszystko zobaczyć w jakieś dwa dni. Ale ja lubię wchodzić w klimat danego miejsca i jego mieszkańców. Lubię, kiedy po paru dniach ludzie zaczynają mnie pozdrawiać na ulicy, bo staję się częścią ich społeczności. Lubię, kiedy mogę usiąść gdzieś spokojnie i spędzić czas na dłuższej modlitwie, kiedy jestem zmęczona, wrócić do domu, odpocząć, nabrać sił i z radością iść dalej poznawać zakamarki, niekoniecznie te opisywane w przewodnikach.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Znaleźliśmy w mieście swoje ulubione miejsca, w których czasem godzinami nikogo nie spotykaliśmy. Po paru dniach moi synowie mieli już taką orientację w mieście, że sami biegali to tu, to tam. W moich dzieciach znowu zobaczyłam małego św. Franciszka i jego małych świętych przyjaciół. Zastanawiałam się, jakie <i>Napomnienia</i> napisałby swoim braciom dzisiaj. Czy odnalazłby się w tych wielkich bazylikach czy szukałby tych malutkich cząsteczek? Ja wiem&#8230;</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">To, że tu jesteśmy, jest dowodem na nieskończenie wielką dobroć Boga, przychodzącą do nas przez ludzi. Jest we mnie ogromna wdzięczność za każdy dzień, każdy skrawek piękna, każdy gest dobroci. W czasie Mszy Świętej w kaplicy ukrytej w samym sercu franciszkańskiego świata śpiewamy naszą Pieśń Słoneczną, wielkie dziękczynienie Bogu za wszystko, czym zostaliśmy obdarowani i za każdego, kto zechciał być narzędziem w Jego rękach.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Trudny to był powrót. I nie jestem pewna, czy w ogóle w pełni nastąpił. Ciągle sprawdzamy pogodę, jaka dzisiaj będzie w Asyżu i ciągle mamy rozłożoną mapę miasta, i wciąż gdzieś wędrujemy asyskimi uliczkami i polami&#8230;</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i><span style="font-size: medium;">Alina Sikorska &#8211; muzyk i muzykolog, publikowała m. in. w miesięczniku „List” oraz w magazynie muzycznym „Ruah”, redaktorka książki &#8220;Dzieci królestwa&#8221; kard. Grzegorza Rysia, mama sześciorga dzieci. Od 2020 prowadzi na Facebooku bloga PIĘKNO KOBIET</span></i></span></p>
<p align="justify">
<p align="justify"><span style="font-size: 10pt; font-family: 'times new roman', times, serif;">fot. A. Sikorska</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/rozkochal-nas-wszystkich-w-sobie/">Rozkochał nas wszystkich w Sobie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Carlo Acutis w mojej rodzinie</title>
		<link>https://wychowawca.pl/post/carlo-acutis-w-mojej-rodzinie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wychowawca]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Sep 2025 08:59:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[na szlaku]]></category>
		<category><![CDATA[Carlo Acutis]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wychowawca.pl/?post_type=post&#038;p=5898</guid>

					<description><![CDATA[<p>Asyż. Początek kwietnia. Środek tygodnia. Siadam przy grobie Karola Acutisa w kościele Matki Bożej Większej. To ważne miejsce w Asyżu – niedaleko urodził się i mieszkał św. Franciszek. Za jego czasów kościół Santa Maria Maggiore był katedrą, przy której był (i jest do dziś) pałac biskupi. Tutaj 800 lat temu zbiegło się miasto, by być [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/carlo-acutis-w-mojej-rodzinie/">Carlo Acutis w mojej rodzinie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Asyż. Początek kwietnia. Środek tygodnia. Siadam przy grobie Karola Acutisa w kościele Matki Bożej Większej. To ważne miejsce w Asyżu – niedaleko urodził się i mieszkał św. Franciszek. Za jego czasów kościół Santa Maria Maggiore był katedrą, przy której był (i jest do dziś) pałac biskupi. Tutaj 800 lat temu zbiegło się miasto, by być świadkiem wielkiego wydarzenia, kiedy Franciszek oddał swojemu ziemskiemu ojcu wszystko, nawet swoje ubranie, stając nagi i oddając się pod opiekę Ojcu Niebieskiemu w modlitwie <i>Ojcze nasz</i>.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Tu w kościele Matki Bożej Większej spoczywa ciało bł. Karola Acutisa. Takie było jego ostatnie życzenie: by być pochowanym w Asyżu, mieście swojego ukochanego świętego. Nie od razu trafił do kościoła. Najpierw pochowany był na miejscowym cmentarzu w rodzinnym grobowcu. Później ciało częściowo zabezpieczono przed rozkładem i przeniesiono do kościoła, a jego serce do obecnej katedry św. Rufina, gdzie Klara i Franciszek byli kiedyś ochrzczeni. Siadam przy przeszklonej trumnie. Jeszcze nie wiem, że zaplanowana na za trzy tygodnie kanonizacja zostanie przesunięta w czasie, bo jeszcze nie wiem, że za chwilę umrze papież Franciszek.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Moi synowie stają twarzą w twarz z błogosławionym chłopcem. Znamy historię jego życia. Wiemy, że urodził się 3 maja 1991 roku w Londynie, gdzie pracował jego tata, a dwa tygodnie później, 18 maja, został ochrzczony. Wiemy, że wychował się w Mediolanie, że ma polskie korzenie, a w dodatku jego niania też była Polką. Dla chłopaków najbardziej elektryzującą wiadomością jest to, że poza szczególną pobożnością tak jak oni grał w piłkę nożną, uczył się gry na saksofonie i w ogóle był NORMALNYM chłopakiem. I nie tysiąc lat temu, ale niedawno, bo przecież żył, kiedy miałam już dwóch najstarszych synów.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Mieszkamy w Asyżu tuż obok placu Obnażenia, możemy chodzić do Karola codziennie. I tu, i do katedry św. Rufina. Jadąc do jednej z pustelni św. Franciszka, mijamy dom rodziny Acutis. Chłopcy zaczynają mówić o Karolu jak o swoim starszym bracie albo koledze. I tak już zostanie. Podziw, wzór do naśladowania, zachęta do świętego życia…</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Siedzę w kościele przy Karolu i obserwuję reakcje nie tylko moich dzieci, ale innych młodych, którzy tu przychodzą. Nikt nie przechodzi obojętnie. I to nie jest kwestia tego, że Karol leży pochowany w dżinsach, butach sportowych i sportowej bluzie. To chyba ten różaniec w jego dłoniach… Codziennie go odmawiał i starał się też codziennie uczestniczyć we Mszy św.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Media okrzyknęły go influencerem, patronem internetu itp., a ja myślę, że był normalnym, zdrowym, wrażliwym chłopcem. Wrażliwym na natchnienia Ducha Świętego. Rodzice mu nie przeszkadzali w rozwoju duchowym, ale delikatnie towarzyszyli mu i umożliwiali działać Bogu w ich dziecku i przez ich dziecko. Wbrew pozorom to bardzo trudno przychodzi rodzicom. Szczególnie gdy zapominają, że dziecko nie jest ich własnością, ale zostało im powierzone przez Boga. To wymaga ogromnej pokory, by pamiętać, że w życiu dziecka nie jesteśmy jako rodzice na pierwszym miejscu, ale na drugim. Na pierwszym miejscu jest zawsze Bóg.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Myślę, że mądrość Antoniny, mamy Karola, polegała na tym, że pozwoliła Bogu prowadzić swoje dziecko. Ona sama tego nie pojmowała, bo wychowywała się w takim domu katolickim tylko z nazwy i deklaracji. Chrzest, Pierwsza Komunia Święta, Bierzmowanie, Sakrament Małżeństwa… i nagle rodzi dziecko, przy którym się nawraca.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Doskonale wyobrażam sobie, co ona musiała przeżywać, widząc swoje dziecko zakochane w Jezusie, proszące w wieku 7 lat, by mogło przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej, codziennie uczestniczące we Mszy św., które wszystko, czego się nauczy, wykorzystuje do głoszenia innym prawdy o Bogu, a swoje kieszonkowe przeznacza na zakup śpiworów i jedzenia bezdomnym z ulic Mediolanu. A poza tym jest wesołym, lubianym chłopakiem. Do tego przystojny, wysoki, wysportowany…</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Nie musiał upominać swoich kolegów, żeby nie używali wulgaryzmów. Sami się przy nim pilnowali. Jego świętość nie była zakryta dla ich oczu. Jego czystość była dla nich zaproszeniem do czystości. Nikt nie musiał mu ograniczać czasu spędzanego przy komputerze, nikt nie musiał kontrolować, co robi w internecie. Wszystko wykorzystywał w celach ewangelizacyjnych, m.in. przygotował wystawę o cudach eucharystycznych, którą mogły oglądać tysiące ludzi na całym świecie. Pracował jako wolontariusz, przygotowując jedzenie dla bezdomnych w jednym z mediolańskich przytułków.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Życie Karola pokazuje, że także nowe technologie mogą być uświęcone, jeżeli dobrze z nich korzystamy. Zabranianie dzieciom smartfonów itp. zwykle tylko rozbudza w nich większe pragnienie ich posiadania. Nauczenie mądrego korzystania z tych urządzeń wymaga od nas może większego wysiłku, ale też przynosi lepsze efekty.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Tego pobożnego, pogodnego, pracowitego, wrażliwego chłopaka dopada choroba. Wszyscy myślą, że to zwykłe przeziębienie. Karol ma 15 lat. Okazuje się, że to białaczka. Po dwóch miesiącach, 12 października 2006 roku przychodzi śmierć. „Żyjąc krótko, przeżył czasów wiele” (por. Mdr 4, 13). Tak mówimy o młodych, którzy umierają w opinii świętości. Jakże bardzo pasują te słowa do Karola Acutisa. Mama Karola przeczuwała przedwczesną śmierć swojego jedynego dziecka.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Cztery lata po śmierci jedynaka państwu Acutis urodziły się bliźniaki. <!-- Beatyfikacja w roku 2020 -->Franciszka i Michał zapewne już wkrótce będą świadkami kanonizacji swojego brata, którego nigdy nie mieli okazji spotkać osobiście.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">W internecie pod artykułami o bł. Karolu Acutisie pełno rodziców i dziadków wpisuje prośby o jego wstawiennictwo. Proszą za swoje dzieci, za swoich wnuków – o nawrócenie, o mądre życie, o powrót do Kościoła. Bardzo poruszające jest czytanie tych próśb, bo pokazują, jak bardzo rodzicom zależy na ich dzieciach i jak bardzo czują się czasem bezsilni wobec problemów, które dotykają ich dzieci, wobec buntu, wobec zagrożeń…</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">I z tymi intencjami pielgrzymują także do Asyżu. Widzą, że ten młody chłopak może przyczynić się do cudu nawrócenia dzieci i młodych. Ja również, będąc w Asyżu, co chwilę otrzymuję prośbę, bym pomodliła się za jakieś dziecko w mieście młodych świętych. Bo przecież i Franciszek, i Klara, i Karol to dzieciaki zakochane w Chrystusie. Piękne stare miasto, wciąż młode duchem. Jak Kościół.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Kiedy miał 7 lat, Karol odwiedził dom św. Gemmy Galgani, włoskiej mistyczki z Lukki, pięknej dziewczyny, która zmarła w cierpieniu, mając 25 lat. I ten mały chłopiec, który niespełna 2 miesiące wcześniej przyjął Pierwszą Komunię Świętą za specjalnym zezwoleniem abpa Mediolanu, pisze w księdze gości takie oto słowa: „Jak widzisz, pozwalam się Tobie prowadzić. Boję się, ale strach mnie nie powstrzyma. Bądź nadal blisko mnie razem z Ojcem Pio. Bardzo Was kocham. – Carlo.”</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Ten wpis jest tak mocnym świadectwem świętości tego dziecka, że dla mnie trudno o coś większego. Niby parę krótkich zdań… Świętość Gemmy wpłynęła na życie wielu świętych i błogosławionych, także na bliską mi bł. Anielę Salawę. Ale Karol Acutis ma dopiero 7 lat! Dla niego świętych obcowanie to rzecz oczywista. Modli się za dusze czyśćcowe. Swoje późniejsze cierpienie w chorobie ofiarowuje za papieża Benedykta XVI i Kościół.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">I mimo niezwykłości tych wszystkich jego zachowań, <span lang="pl-PL">ogromnej</span> miłości do Najświętszego Sakramentu, w moim przekonaniu Karol był normalnym chłopcem. W świetle Ewangelii był najzwyklejszym nastolatkiem. To świat dookoła jest nienormalny, szalony, wynaturzony, zdeformowany grzechem… A Karol pozostał piękny i czysty jak Franciszek, Klara, Gemma i wielu pięknych młodych ludzi wpatrzonych w biel Hostii.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Moje dzieci czekają na kanonizację Karola. Z uwagą śledzą wydarzenia z nią związane. Karol stał się ich przyjacielem. Nie jest kimś dziwnym, dalekim, ale jest bardzo blisko, podobny do nich. Mogliby pójść razem do parku pograć w piłkę albo spotkać się razem przy ołtarzu.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Wśród cudów nawróceń, do których przyczynił się młody chłopiec z Mediolanu, najpiękniejszy zdaje się cud nawrócenia jego własnej rodziny.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Ja też nawracam się przy moich dzieciach. Czytając im Biblię, sama sobie głoszę słowo Boże. Wiara rodzi się z tego, co się słyszy. Kiedy uczę moje dzieci Katechizmu, sama uczę się po raz kolejny prawd, które wyznaję przecież od lat. Kiedy widzę ich gorliwość przy ołtarzu, we mnie samej rozpala się ogień miłości do Chrystusa pod postacią chleba i wina. I gdyby nie moje dzieci, pewnie nie poznałabym tak blisko bł. Karola Acutisa i nie zachwyciłabym się tym młodziutkim świętym chłopcem.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Jestem przekonana, że czasem jest tak, że nie tylko Bóg powierza nam dzieci, ale też dzieciom powierza nas, rodziców. To w nasze skażone grzechem życie wchodzi dziecko czyste, bezbronne, o zapachu Nieba. Mamy mu bardzo dużo do powiedzenia, chcemy wszystkiego nauczyć, wszystko pokazać, ale czasem warto zamilknąć i wsłuchać się w to, co dziecko mówi do nas, przyjrzeć się, co ono chce nam pokazać… To może być droga do naszego nawrócenia.</span></p>
<p class="western"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">Alina Sikorska</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: 10pt;">fot. Autorki</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/carlo-acutis-w-mojej-rodzinie/">Carlo Acutis w mojej rodzinie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy da się odpocząć tam, gdzie się zmęczyliśmy?</title>
		<link>https://wychowawca.pl/post/czy-da-sie-odpoczac-tam-gdzie-sie-zmeczylismy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wychowawca]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Jul 2022 11:00:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[na szlaku]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wychowawca.pl/?post_type=post&#038;p=4131</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie wszyscy rodzice lubią wakacje, wiemy to dobrze. Są jednak tacy – sama do nich należę – którzy na koniec roku szkolnego czekają z najwyższą niecierpliwością, sarkając na psucie pięknego czerwca wystawianiem ocen i radami pedagogicznymi, a potem z najwyższą ulgą upychają szkolne plecaki w szafach (wyjąwszy uprzednio kanapkę). Wakacje kojarzą mi się przede wszystkim [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/czy-da-sie-odpoczac-tam-gdzie-sie-zmeczylismy/">Czy da się odpocząć tam, gdzie się zmęczyliśmy?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Nie wszyscy rodzice lubią wakacje, wiemy to dobrze. Są jednak tacy – sama do nich należę – którzy na koniec roku szkolnego czekają z najwyższą niecierpliwością, sarkając na psucie pięknego czerwca wystawianiem ocen i radami pedagogicznymi, a potem z najwyższą ulgą upychają szkolne plecaki w szafach (wyjąwszy uprzednio kanapkę). Wakacje kojarzą mi się przede wszystkim z brakiem „muszenia” i z możliwością wyspania się, a zaraz potem – z włóczęgą. Gen powsinogi, szczęśliwie odziedziczony przez wszystkie dzieci, każe mi wiecznie szukać możliwości pałętania się po świecie, a latem znacznie o to łatwiej. Ważne jest samo przemieszczanie się w przestrzeni, przesuwanie się względem mapy. Spore kilometry przemierzamy na piechotę, ja i czwórka (już czwórka!) starszaków uwielbiamy żeglować, umiemy się dobrze bawić w mieście i w dziczy, latamy samolotami i tak dalej.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Wiem, że nie wszyscy tak mają i nie poczytuję sobie własnej komfortowej sytuacji za szczególną zasługę, jest to jednak w dużej mierze zbieg korzystnych okoliczności. Ale nie zawsze przecież tak było, dzieci były kiedyś bardzo małe, żarły ściółkę oraz pomrowy i trzeba im było zmieniać pieluchy na stacji benzynowej. Obecny licealista zjadł kiedyś w samochodzie hot-doga razem z papierkiem. A jednak – od zawsze jeździło się z dziećmi, traktując to jako oczywistość. Lubię podróżować, uważam to za znakomitą okoliczność edukacyjną – dla mnie samej. W związku z tym pozwalam dzieciom robić to, co lubię i zabieram je ze sobą. Uczę tego, co sama umiem albo dowiaduję się wspólnie z nimi rzeczy zupełnie nowych. Niezłomnie przez te wszystkie lata odczytuję informacje na tablicach informacyjnych, ustawionych na ścieżkach przyrodniczych albo przy pałacach, nawet jeśli starszacy wywracają już oczami; młodszacy słuchają uważnie. Właściwie – słuchali, bo teraz wszyscy potrafią czytać samodzielnie i czują wielką frajdę, mogąc przejąć funkcję lektora.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Tak sobie myślę, że to chyba jest jeden z sekretów udanego wypoczynku z dziećmi – robić coś, co nam samym sprawia przyjemność i szukać takiej formy wyjazdu, która ma w sobie coś atrakcyjnego dla wszystkich uczestników. Wkurzeni i sfrustrowani dorośli, wlokący swe dziatki przez „atrakcje” na deptaku w Łebie, prawdopodobnie nie mają najmniejszych szans na prawdziwy wypoczynek, bo to co robią – robią wbrew sobie, choć zapewne z najlepszymi intencjami względem potomstwa. Z drugiej strony nasze dzieci też zażyły swojej porcji gofrów i pamiątek, ale jakoś udało się w nich wyrobić dystans i ironię wobec rozbuchanej tandety, czyli zaszczepić im nasz pogląd w tej sprawie. Kiedy byli bardzo mali, zabieraliśmy ich na przykład na kilkukilometrową wycieczkę plażą z naszej cichej kwatery do kurortowego miasteczka. Doczołgiwali się do pierwszego straganu, kupowali magnes i piłeczkę, zjadali gofra, dostawali strzału cukrowego i lecieli z powrotem przez plażę do cichej kwatery, ale zanim tam docierali, byli znowu sympatycznie zmęczeni.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">W Rymanowie czy Iwoniczu robiliśmy z kolei festiwal picia ohydnych w smaku wód mineralnych i warunkiem zakupów straganowych było opróżnienie kubka niebywale zdrowej i potwornie słonej wody „Tytus”. Wypili, kupili, więcej do tematu nie wracali. </span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Byli i są nadal cudownymi towarzyszami podróży: nigdy nie uważałam, że są za mali albo zbyt niemądrzy na zwiedzanie zabytków czy muzeów. Intuicyjnie czułam, że trzeba ich napakować, nasączyć oraz wytarzać w pięknie i kulturze wysokiej, dopóki mi ufają i są ode mnie zależni. Pamiętam, jak dreptali po londyńskiej National Gallery, uprzejmie podziwiając wielkie realistyczne płótna i przystając w niezmierzonym zachwycie przed maleńkim obrazkiem przedstawiającym kraby, którego autorem okazał się Van Gogh. Teraz, kiedy troje z piątki ma już -naście lat, na takie nasączanie byłoby za późno. Nadal znakomicie się z nimi chodzi po skansenach i zamkach, ale zostali pełnoprawnymi partnerami w eksploracji: proponują dodatkowe przystanki na trasie, bywa że wiedzą o jakimś miejscu czy przedmiocie więcej niż ja, krytycznie i trafnie oceniają ofertę turystyczną czy kulturalną danego miejsca, odwołując się do wcześniejszych doświadczeń.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">I coraz częściej decydują się na samodzielne wypady. Szesnastolatek i trzynastolatka sami organizują sobie wyjazdy i wakacje, pakują się z wprawą, niejednokrotnie porządniej niż ja – i jadą w góry czy na Mazury, czyli tam, gdzie najpierw byli ze mną albo z innymi bliskimi dorosłymi: w miejsca, w które ktoś ich kiedyś zawiózł, policzył im pierwsze punkty GOT i pokazał pierwszy węzeł żeglarski. Teraz już nie potrzebują tak bardzo naszej opieki, właściwie to my częściej ich prosimy, żeby jeszcze kawałek drogi przeszli wspólnie z nami i jeszcze na jeden weekend wyjechali rodzinnym autem. Wzdychają teatralnie, ale jadą. Najchętniej jednak bez „planktonu”, czyli młodszego rodzeństwa. </span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Coraz rzadziej zdarza mi się podróżować z pełnym składem. W miarę upływu lat lepiej sprawdzają się nam osobne wycieczki – szczególnie miejskie – dedykowane starszakom lub młodszakom, bo wyporność i kondycja jednak inna, obszary zainteresowań czasami też. W moim doświadczeniu cudownie uniwersalne są natomiast kamieniste rzeki (San na ten przykład), plaże (dzikie) i jeziora. Wszyscy znajdują coś dla siebie: ktoś się kąpie, ktoś łowi ryby, a budowanie tam z otoczaków wciąga i jednoczy wszystkich, niezależnie od wieku. Słyszę od znajomych, że często sprawdzają się też parki wodne, osobiście nie przepadam, ale może to być niezły pomysł. Ogólnie rzecz biorąc – wakacje, jak i reszta życia, są sztuką kompromisu i dobrze jest zarówno trochę siebie samego przekroczyć, jak i nalegać na to, co dla nas naprawdę ważne. Jeśli wspólna eskapada ze wszystkimi dziećmi jest ogromnie ważna dla emocji rodziców, to jednak warto mieć miłosierdzie i zaproponować wyjazd chociaż minimalnie atrakcyjny w oczach nastolatków, a najlepiej zapytać ich o zdanie. Często miewają naprawdę dobre pomysły! W ogóle zauważyłam, że dzieci duże i małe o wiele chętniej biorą udział w wyprawach, na które mają wpływ – czy to przez zaplanowanie trasy, czy stworzenie listy potrzebnych rzeczy, czy wybór repertuaru audiobooków na drogę (o właśnie – Jerzy Stuhr, Edyta Jungowska czy Irena Kwiatkowska byli i są nieocenionym wsparciem w długich podróżach, a dziecięta uchodzą potem za skończonych erudytów, cytując na wyrywki </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Pippi na Południowym Pacyfiku</i></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> albo </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Mikołajka</i></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">; nic dziwnego, w trasie do Giżycka da się przesłuchać dwa tomy w całości, a potem jeszcze trzeba stamtąd wrócić).</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Nie opanowałam nigdy sztuki odpoczywania w domu, a ostatnio zyskałam dodatkowe fachowe uzasadnienie tego faktu: otóż z psychologicznego punktu widzenia mało możliwy jest odpoczynek w tym samym miejscu, w którym się człowiek zmęczył. Psychologowie dodają półgębkiem, że to samo dotyczy odpoczynku w gronie tych samych osób, które się przyczyniają do naszego zmęczenia, i dlatego bardzo dbam o czas „tylko dla mnie”, wyjęty z rodzicielskiego kontekstu. Ale wyjazdy, nawet intensywne, są dobre same z siebie, ponieważ przemieszczanie się w przestrzeni jest dobre samo z siebie i już. Może być trudno, ale nudno nie będzie, a to już bardzo dużo.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Marcelina Metera</b></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;">– <span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>nauczycielka Montessori Mountain Schools w Koszarawie i Krzyżówkach, pani od emocji i relacji, dużo gada i szybko czyta</i></span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif; font-size: 10pt;">fot. M. Kowal</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/czy-da-sie-odpoczac-tam-gdzie-sie-zmeczylismy/">Czy da się odpocząć tam, gdzie się zmęczyliśmy?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Śladami bł. Edmunda Bojanowskiego w Wielkopolsce</title>
		<link>https://wychowawca.pl/post/sladami-bl-edmunda-bojanowskiego-w-wielkopolsce/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wychowawca]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Jul 2022 10:55:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[na szlaku]]></category>
		<category><![CDATA[Edmund Bojanowski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wychowawca.pl/?post_type=post&#038;p=4124</guid>

					<description><![CDATA[<p>Odwiedzając podczas wakacji Wielkopolskę, warto zobaczyć miejsca związane z życiem i działalnością bł. Edmunda Bojanowskiego. W odległości około 70 km od Poznania, w powiecie gostyńskim, odnajdziemy wiele śladów związanych z tym wybitnym społecznikiem, organicznikiem i jedynym świeckim założycielem największego w Polsce żeńskiego zgromadzenia. Wycieczkę warto rozpocząć od Grabonoga, gdzie w 1814 roku urodził się Bojanowski [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/sladami-bl-edmunda-bojanowskiego-w-wielkopolsce/">Śladami bł. Edmunda Bojanowskiego w Wielkopolsce</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Odwiedzając podczas wakacji Wielkopolskę, warto zobaczyć miejsca związane z życiem i działalnością bł. Edmunda Bojanowskiego. W odległości około 70 km od Poznania, w powiecie gostyńskim, odnajdziemy wiele śladów związanych z tym wybitnym społecznikiem, organicznikiem i jedynym świeckim założycielem największego w Polsce żeńskiego zgromadzenia. Wycieczkę warto rozpocząć od Grabonoga, gdzie w 1814 roku urodził się Bojanowski i gdzie do dziś w parku, nieopodal szkoły rolniczej, wznosi się jego dworek.</span></span></p>
<p align="justify"><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-4125" src="https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-33-35-grabonog-Sebastian-450x300.jpg" alt="" width="450" height="300" srcset="https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-33-35-grabonog-Sebastian-450x300.jpg 450w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-33-35-grabonog-Sebastian-931x620.jpg 931w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-33-35-grabonog-Sebastian-768x512.jpg 768w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-33-35-grabonog-Sebastian-1536x1023.jpg 1536w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-33-35-grabonog-Sebastian-2048x1364.jpg 2048w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-33-35-grabonog-Sebastian-600x400.jpg 600w" sizes="(max-width: 450px) 100vw, 450px" /></p>
<p class="western" align="left"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">Dworek i muzeum bł. Edmunda Bojanowskiego w Grabonogu</span></span></span></span></p>
<p class="western" align="left"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">fot. archiwum Centrum Kultury i Biblioteki w Piaskach</span></span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">W kilku izbach muzealnych zgromadzono pamiątki związane zarówno z życiem Edmunda, jak również z historią i kulturą regionu. Wybierając się do tego miejsca warto wcześniej zarezerwować zwiedzanie z przewodnikiem (tel. 69 778 80 37). Tam też bierze swój początek quest „Śladami Edmunda Bojanowskiego”, który można wcześniej pobrać i wydrukować:</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">(</span></span><span style="color: #0563c1;"><u><a href="https://www.odkrywamyhistorie.pl/spacerowniki-questy-gry/"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">https://www.odkrywamyhistorie.pl/spacerowniki-questy-gry/</span></span></a></u></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">).</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Na tej samej stronie odnajdziemy film pt. „…aby zawsze dostrzegać Człowieka”, poświęcony życiu i działalności tego wyjątkowego człowieka, wraz ze scenariuszami lekcji. Może to stanowić uzupełnienie wycieczki szkolnej dla nauczycieli i wychowawców, a jednocześnie zachęcać młodych ludzi do działalności społecznej. Będzie to dobra okazja, aby rozwiązywać zagadki i bawić się całą rodziną. W Internecie odnajdziemy także słuchowisko zatytułowane „Sprawiedliwość jego będzie trwała zawsze”, prezentujące historię życia i działalności Bojanowskiego:</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">(</span></span><span style="color: #0563c1;"><u><a href="https://www.youtube.com/watch?v=cyb3RkDqksE"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">https://www.youtube.com/watch?v=cyb3RkDqksE</span></span></a></u></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">).</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">W dworku można także zaopatrzyć się w mapki ze Szlakiem bł. Edmunda Bojanowskiego, wskazujące najciekawsze miejsca w powiecie gostyńskim, związane z Błogosławionym. Naprzeciwko dworku znajduje się Przystań bł. Edmunda, z przedstawiającą go rzeźbą, wykonaną przez ludowego artystę. Można tam wypocząć i nabrać sił do dalszej wędrówki.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Nieopodal, w miejscowości Podrzecze, gdzie niegdyś 3 maja 1850 roku otwarto pierwszą ochronkę wiejską dla dzieci, znajduje się Przedszkole Niepubliczne Ochronka Sióstr Służebniczek im. bł. Edmunda Bojanowskiego. Ten okazały budynek jest jedną z wielu tego typu placówek w Wielkopolsce. Wracając, warto na chwilę zatrzymać się na rynku w miejscowości Piaski, aby zrobić pamiątkowe zdjęcia przy „Ławeczce Edmunda”, znajdującej się w samym centrum Piasków. Mając nieco więcej czasu, warto jeszcze odwiedzić kościół pw. św. Marcina Biskupa w Strzelcach Wielkich, który został zbudowany w latach 1487–1490 staraniem biskupa poznańskiego Uriela Górki. Wewnątrz znajduje się polichromia z 1930 roku, autorstwa Wiktora Gosienieckiego, a także późnorenesansowe epitafium Kaspra Miaskowskiego, poety wczesnego baroku oraz tablica upamiętniająca chrzest Edmunda w tutejszej świątyni.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Obowiązkowym punktem na trasie zwiedzania jest Bazylika pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Filipa Neri, uznawana za perłą polskiego baroku. Monumentalna świątynia, wzorowana na weneckim kościele Santa Maria della Salute, została wzniesiona w latach 1677–1698, według projektu włoskiego architekta Baldassara Longheny. Imponującą kopułę zaprojektował Pompeo Ferrari. Kopuła z wieżą w formie latarni ma 60 m wysokości i stanowi charakterystyczny punkt panoramy całej okolicy. Fundatorem był Adam Florian Konarzewski, który postanowił pobudować kościół jako wotum za swoje cudowne uzdrowienie. Bazylika zachwyca zarówno pięknym wystrojem i wyposażeniem wnętrza, jak i unikalnym otoczeniem całego zespołu klasztornego. Cudowny Obraz Matki Bożej Świętogórskiej został ukoronowany koronami papieskimi (1928) i przyozdobiony Złotą Różą przez papieża Benedykta XVI (2012). To właśnie we wnętrzu bazyliki, przy Piecie Matki Bożej Bolesnej, znajduje się jedna z najcenniejszych pamiątek z życia Bojanowskiego – Oko Opatrzności Bożej, podarowane jako wotum przez rodziców Edmunda, po jego cudownym uzdrowieniu. Warto w tym miejscu podkreślić, że miejsce to było dla Bojanowskiego drugim domem.</span></span></p>
<p align="justify"><img decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-4126" src="https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20180927_114019-400x300.jpg" alt="" width="400" height="300" srcset="https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20180927_114019-400x300.jpg 400w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20180927_114019-827x620.jpg 827w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20180927_114019-768x576.jpg 768w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20180927_114019-1536x1152.jpg 1536w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20180927_114019-2048x1536.jpg 2048w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20180927_114019-600x450.jpg 600w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" /></p>
<p align="justify"><span style="font-family: 'times new roman', times, serif;">fot. Z. Mariańska</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">W pobliskim Gostyniu warto jeszcze odwiedzić gotycką farę – kościół pod wezwaniem św. Małgorzaty, gdzie – oprócz wielu innych zabytków – zobaczymy także relikwiarz Edmunda Bojanowskiego w formie płonącej świecy oraz gmach dawnego Kasyna Gostyńskiego z pamiątkową tablicą, w którym działał Bojanowski – dziś budynek szpitala powiatowego.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Turysta odwiedzający Wielkopolskę powinien jeszcze zobaczyć trzy miejsca związane z postacią Bojanowskiego. Pierwszym z nich jest sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Górce Duchownej (na trasie z Poznania do Leszna), gdzie ostatnie półtora roku swego życia spędził bł. Edmund Bojanowski mieszkając na plebanii u swego przyjaciela, ks. Stanisława Gieburowskiego. Tam także można zobaczyć pokój, w którym mieszkał i umierał.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Pochowany jednak został, zgodnie z własnym życzeniem, w Jaszkowie k. Śremu, gdyż był tam założony przez niego Dom Generalny Zgromadzenia i Nowicjat. Obecnie, w tym małym domku za gotyckim kościółkiem, znajduje się izba pamięci, którą można zobaczyć umówiwszy się wcześniej telefonicznie (66 712 86 11). Tam także można zaopatrzyć się w grę terenową „Błogosławiony w Jaszkowie”.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Wycieczkę po Wielkopolsce można zakończyć w Luboniu, w Sanktuarium bł. Edmunda Bojanowskiego. Od dnia 11 sierpnia 1930 r. w kaplicy przy domu generalnym Sióstr Służebniczek Maryi – gałęzi wielkopolskiej –</span></span> <span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">znajduje się sarkofag z doczesnymi szczątkami bł. Edmunda Bojanowskiego, które zostały tutaj przewiezione z Jaszkowa. Po beatyfikacji, której dokonał Ojciec Święty Jan Paweł II 13 czerwca 1999 r. w Warszawie, grób Błogosławionego stał się szczególnym miejscem modlitw i pielgrzymek jego czcicieli. Również władze Miasta Lubonia, wydanym przez siebie dekretem, zmieniły poprzednią nazwę placu przed Kaplicą, na Plac Edmunda Bojanowskiego, gdzie odnajdziemy jego ławeczkę.</span></span></p>
<div id="attachment_4127" style="width: 458px" class="wp-caption alignnone"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-4127" class="size-medium wp-image-4127" src="https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-41-Lubon-laweczka-448x300.jpg" alt="" width="448" height="300" srcset="https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-41-Lubon-laweczka-448x300.jpg 448w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-41-Lubon-laweczka-926x620.jpg 926w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-41-Lubon-laweczka-768x514.jpg 768w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-41-Lubon-laweczka-1536x1028.jpg 1536w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-41-Lubon-laweczka-2048x1371.jpg 2048w, https://wychowawca.pl/wp-content/uploads/2022/07/s.-41-Lubon-laweczka-600x402.jpg 600w" sizes="(max-width: 448px) 100vw, 448px" /><p id="caption-attachment-4127" class="wp-caption-text">fot. Archiwum S. Służebniczek Maryi w Luboniu</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Ta wycieczka śladami Bojanowskiego będzie dobrą okazją do bliższego poznania wielkiego społecznika i inspiracją zarówno dla młodszych i starszych jego naśladowców.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Sebastian Nowak</strong> &#8211; polonista, teolog, propagator myśli i dzieł bł. Edmunda Bojanowskiego, dyrektor Centrum Kultury i Biblioteki w Piaskach</span></span></span></p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/sladami-bl-edmunda-bojanowskiego-w-wielkopolsce/">Śladami bł. Edmunda Bojanowskiego w Wielkopolsce</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Trzebnica świętej Jadwigi</title>
		<link>https://wychowawca.pl/post/trzebnica-swietej-jadwigi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[wychowawca]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Oct 2021 12:12:16 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[na szlaku]]></category>
		<category><![CDATA[św. Jadwiga Śląska]]></category>
		<category><![CDATA[Trzebnica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wychowawca.pl/?post_type=post&#038;p=3468</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kiedy Bolesław Wysoki, wnuk Kazimierza Krzywoustego, w 1163 r. powracał z wygnania, przywiódł ze sobą mnichów cysterskich. Wzorem innych europejskich władców, planował na Śląsku fundację klasztoru. Cała Europa wiedziała, że tam gdzie pojawiali się pracowici i wykształceni mnisi rosły ośrodki nauki, kultury i sztuki, rozwijało się rolnictwo i rzemiosło, edukacja, medycyna i pobożność. Z zamysłu [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/trzebnica-swietej-jadwigi/">Trzebnica świętej Jadwigi</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Kiedy Bolesław Wysoki, wnuk Kazimierza Krzywoustego, w 1163 r. powracał z wygnania, przywiódł ze sobą mnichów cysterskich. </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">W</span></span><span style="color: #000000;">zorem innych europejskich władców, planował na Śląsku fundację klasztoru. Cała Europa wiedziała, że tam gdzie pojawiali się pracowici i wykształceni mnisi </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">rosły</span></span><span style="color: #000000;"> ośrodki nauki, kultury i sztuki, rozwijało się rolnictwo i rzemiosło, edukacja, medycyna i </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">pobożność.</span></span><span style="color: #000000;"> Z zamysłu księcia powstało największe na świecie opactwo cysterskie w Lubiążu. 40 lat później jego syn i spadkobierca, Henryk I Brodaty, ufundował w Trzebnicy pierwszy na ziemiach polskich klasztor żeński, w którym sprowadzone z Bambergu benedyktynki przyjęły regułę cysterską. Akt fundacyjny, cytowany w Księdze Henrykowskiej, zawiera oświadczenie księcia, iż klasztor buduje własnym sumptem, na swoich gruntach, dla zbawienia duszy ojca, swojej i dusz bliskich. Na wieść o </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">tym papież</span></span><span style="color: #000000;"> Innocenty III, bullą z 22 listopada 1202 r., objął </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">to dzieło</span></span><span style="color: #000000;"> szczególną papieską opieką.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;"><b>Trzebnica</b></span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Jedna z legend mówi, że Jadwiga, jadąc w poszukiwaniu miejsca na klasztor, zobaczyła piękne wzgórza i lasy. </span><span style="color: #000000;"><i>Trzeba nic</i></span><span style="color: #000000;"> – zauroczona widokiem, </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">szepnęła niezbyt</span></span><span style="color: #000000;"> poprawną polszczyzną. Tak też nazwano to miejsce. </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">Inne tłumaczenie nazwy miasta nawiązuje do </span></span><span style="color: #000000;"> starosłowiańskiego słowo </span><span style="color: #000000;"><i>terebiti</i></span><span style="color: #000000;">, znaczące: trzebić, karczować.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Mieszkańcy Trzebnicy nie mają wątpliwości, że sama Jadwiga wybrała i pokochała to miejsce. </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">Ż</span></span><span style="color: #000000;">ywo interesowała się budową klasztoru, w jej żywocie zapisano, że błagała męża o uwolnienie wrocławskich więźniów w zamian za pracę przy budowie. Tak zaczęły się pierwsze „pielgrzymki” z Wrocławia do Trzebnicy – tych, którzy ciężką pracą mieli odkupić winy.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Już w 1214 r. wzniesiono tu romański, jeden z pierwszych w Polsce, ceglany kościół św. Bartłomieja (dziś lapidarium detali romańskich). Później dobudowano pierwszą w Polsce kaplicę w stylu gotyckim, w której stanął grobowiec kanonizowanej już księżnej. </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">W</span></span><span style="color: #000000;"> 1212 r. do trzebnickiego klasztoru wstąpiła Gertruda, córka władców Śląska, zostając jego opatką. Odtąd przez wieki w klasztorze chroniły się i wychowywały córki znakomitych rodów; także królewny czeskie: Anna – późniejsza żona Bolesława Pobożnego i jej siostra św. Agnieszka – założycielka praskich klarysek. Wstępowały tu licznie ubogie dziewczęta z całego Śląska, ucząc się gospodarstwa domowego oraz życia w modlitwie i wspólnocie.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Miasto rozwijało się w rytm pracy klasztoru, stanowiąc ostoję polskości na germanizującym się Śląsku. W 1810 r. doszło do kasaty klasztorów w Prusach i po 500 latach cysterki musiały opuścić Trzebnicę. W 1861 r. osiedliły się tu pierwsze boromeuszki, ratując klasztor po wiekach zaniedbań. Dziś siostry prowadzą stołówkę dla ubogich i zakład opiekuńczo-leczniczy. Parafią – w tym bazyliką z międzynarodowym sanktuarium, odwiedza</span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">nym co roku przez rzesze </span></span><span style="color: #000000;"> pielgrzymów – zarządzają od 1945 r. księża salwatorianie.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;"><b>Na szlaku</b></span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Trzebnicę można zwiedzać wedle 7-kilometrowej Dużej Ścieżki św. Jadwigi, którą wyznacza siedem kamieni. Pierwszy</span><span style="color: #000000;">,</span><span style="color: #000000;"> przed bazyliką, symbolizuje wiarę, drugi – przy placu pielgrzymkowym – nadzieję, a trzeci na dziedzińcu klasztornym – miłość i miłosierdzie. W Rotundzie Pięciu Stołów (</span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">ceglanym</span></span><span style="color: #000000;"> kręgu z XIII w., gdzie wg tradycji św. Jadwiga rozdawała ubogim ziarno, sól i mięso) </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">stoi</span></span><span style="color: #000000;"> kamień sprawiedliwości. Do rotundy można dojść przez Winną Górę (219 m n.p.m.), zwaną przez mieszkańców Kocią. Na je</span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">j </span></span><span style="color: #000000;">stoku w 1987 roku odkryto </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">narzędzia</span></span><span style="color: #000000;"> datowane na ok. 500</span><span style="color: #000000;"> tys.</span><span style="color: #000000;"> lat p.n.e. – jedne najstarszych śladów człowieka w Polsce. Piąty kamień (skromność-prostota) znajduje się przy neogotyckim kościółku w Lesie Bukowym, dawnej pustelni. Na ścieżce do Kaplicznego Wzgórza (255 m n.p.m.) </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">stoi</span></span><span style="color: #000000;"> kamień męstwa. Miejsce to upodobała sobie nie tylko św. Jadwiga, ale i filmowcy, nagrano tu m.in. sceny do filmu Andrzeja Wajdy „Popiół i diament”. Przy kościele św.św. Piotra i Pawła stoi ostatni kamień: roztropność. Trzebnica i jej okolice to także raj dla rowerzystów: istnieje tu rowerowa ścieżka św. Jadwigi oraz tzw. Trzebnicka Pętla (ok. 170 km długości).</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Trzebnica to miejsce pielgrzymek, najliczniejszych w październiku, kiedy przypada wspomnienie Patronki miasta. 16 października 1978 r. watykańskie konklawe wybrało Karola Wojtyłę na papieża. Jako Jan Paweł II mówił on o św. Jadwidze Śląskiej: „Patronka mojego wyboru”.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL"><b>Do zwiedzania</b></span></span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">Klasztorne Muzeum</span></span><span style="color: #000000;"> gromadzi skarby dokumentujące ponad </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">800 lat</span></span><span style="color: #000000;"> pocysterskiego klasztoru. Dzieła sztuki, księgi, modlitewniki, dokumenty – „świadkowie” toczącego się tu życia. Najstarsze – odwołują się do czasów św. Jadwigi i cysterek. Nowsze – dokumentują pracujące tu od 160 lat siostry boromeuszki i prowadzone przez nie dzieła, m.in. szkoły pielęgniarstwa i gospodarstwa domowego </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">(s</span></span><span style="color: #000000;">tąd eksponaty związane z medycyną). Muzeum zaczęła organizować 30 lat temu s. Olimpia Konopka i dziś nosi ono jej imię. Od 2011 r. przy klasztorze działa Fundacja dla Ratowania Klasztoru św. Jadwigi Śląskiej „By służyć”. Jej cel to zachowanie materialnego i duchowego dziedzictwa św. Jadwigi w Trzebnicy. Dzięki staraniom fundacji zrealizowano m.in. remont dachu klasztoru o powierzchni ok. 10 tys. m kw.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;"><b>O Księżnej, co boso chodziła</b></span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Urodziła się w w 1174 r. w Andech (Bawaria) jako Hedwig, córka Bertolda księcia Meranii. Starannie wychowana i wykształcona przez benedyktynki w Kitzingen, gdzie opatką była jej siostra. Choć umiłowała życie klasztorne, jej ojciec </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">wydał </span></span><span style="color: #000000;">12-letnią córkę za piastowskiego księcia, od 1202 r. władcę Śląska, później także Krakowa i Wielkopolski. Dla Henryka, zwanego Brodatym, mariaż z córką tak znakomitego rodu był nobilitacją. Jej siostry były królowymi Francji (Agnieszka) i Węgier (Gertruda), brat – biskupem, siostrzenicą Jadwigi była św. Elżbieta królowa węgierska. </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">Jadwiga</span></span><span style="color: #000000;"> zawładnęła Śląskiem i sercami Ślązaków jako władczyni dobra, mężna i roztropna, a przy tym wielce </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">pokorna</span></span><span style="color: #000000;">. </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">P</span></span><span style="color: #000000;">rzełamywała nie tylko bariery językowe, ale też polityczne i obyczajowe: po urodzeniu siedmiorga dzieci namówiła męża do ślubowania wstrzemięźliwości małżeńskiej, a biskupa wrocławskiego Wawrzyńca – do publicznego pobłogosławienia tego ślubu. Angażowała się w sprawy gospodarcze i polityczne księstwa, planowała i realizowała budowy, prowadziła negocjacje. Raz udała się z misją do znanego z </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">zaciekłości Konrada Mazowieckiego, prosząc o </span></span><span style="color: #000000;">uwolnienie uwięzionego męża. Potrafiła upomnieć biskupa wrocławskiego, ale i wzmocnić jego pozycję. To, co zazwyczaj nazywane jest działalnością dobroczynną, Jadwiga praktykowała jako przemyślaną politykę społeczną. Budowała klasztory, przytułki, szpitale – we Wrocławiu, Niemczy, Krośnie Odrzańskim czy Trzebnicy – </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">każdy</span></span><span style="color: #000000;"> proszący miał do niej dostęp, każdego wysłuchała. Wymyśliła </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">prototyp</span></span><span style="color: #000000;"> karetki pogotowia: nakazała mniszkom trzebnickim regularnie objeżdżać </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">okoliczne</span></span><span style="color: #000000;"> wsie drabiniastym wozem i zabierać do klasztoru ciężko chorych, by ich tam pielęgnować, a pozostałym udzielać pomocy na miejscu. Przez 70 lat swojego życia działała jak menedżer, strateg, wizjonerka i inwestorka.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Ubierała się w skromne suknie, nosiła włosiennicę i chodziła boso nawet w chłody – czym irytowała męża, </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">który</span></span><span style="color: #000000;"> uznawał </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">to</span></span><span style="color: #000000;"> za niestosowne i niezdrowe. Książę porozumiał się </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">z opatem, który na spowiedzi nakazał Jadwidze nosić buty.</span></span> <span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">Odtąd księżna nosiła buciki </span></span><span style="color: #000000;">– przytroczone do paska sukni. Jadła skromnie, żywoty opisują, że przez 40 lat jeden posiłek dziennie, a trzy dni w tygodniu poszcząc. Piła chętniej wodę niż wino, a kiedy </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">raz</span></span><span style="color: #000000;"> sługa doniósł o tym księciu, ten spróbował wody ze szklanicy żony, gotowy ją zganić. Woda okazała się </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">przednim</span></span><span style="color: #000000;"> winem. Opisano to w jej żywocie jako cud, obok innych, np. kiedy Jadwiga modląc się zasnęła, a świeca upadłszy wznieciła pożar, zostawiając nienaruszonym modlitewnik księżnej. Osiem wieków później, siostry boromeuszki paląc w piecu kaflowym opakowaniami znalazły w popiele nienaruszony obrazek ze św. Jadwigą.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Do jej dworu należało wiele ubogich panien, które uposażała, by mogły wyjść za mąż. Wszędzie wiodła ze sobą 12 żebraków – niczym Apostołów, a 13. chromego – jako Jezusa, wprawiając w konsternację możnych, którzy ją gościli. Kiedy podawano najlepsze jadło, wino i miody – karmiła najpierw tych biedaków z</span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">e srebrnych</span></span><span style="color: #000000;"> zastaw, które gospodarze </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">kładli przed nią.</span></span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Po bitwie pod Legnicą, w której zginął jej syn Henryk Pobożny (jego ciało znalazła sama na polu bitwy wśród tysięcy poległych), przekazała rządy w księstwie synowej – Annie Przemyślidce – i zamknęła się trzebnickim klasztorze. </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">Wiodła życie mniszki</span></span><span style="color: #000000;">, </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">choć</span></span><span style="color: #000000;"> nie złożyła pełnych ślubów, by móc nadal dysponować majątkiem i wspierać nim </span><span style="color: #000000;"><span lang="pl-PL">swe fundacje</span></span><span style="color: #000000;">. Modliła się i jadła z siostrami, a nocami cichutko przechadzała się wśród śpiących sióstr i zabierała im ich habity, by je zacerować lub podmienić na nowe. Zwoływała brudne dzieci i osobiście je kąpała. Z poświęceniem uczyła innych modlitw; praczkę, która mimo starszego wieku nie umiała się modlić, nauczyła </span><span style="color: #000000;"><i>Ojcze nasz</i></span><span style="color: #000000;">. Wysłuchiwała, doradzała, uczyła nie tylko współsiostry, ale też przychodzące po rady żony i matki, rozsądzała spory poddanych. Robi to nadal, jako patronka małżeństw oraz kobiet w stanie błogosławionym.</span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">W nocy z 14 na 15 października 1243 r. Jadwiga umarła. Obecne przy niej córka opatka i kilka mniszek zaświadczyło, co zapisano w żywocie, że w ostatniej godzinie otoczyli ją święci i aniołowie. Wśród zapisanych cudów, za jej życia i po śmierci, jest wiele uzdrowień, a nawet wskrzeszenia – dwóch wisielców, których uwolnienie wybłagała u księcia, dziecka połamanego kołem młyńskim i innego, które utonęło.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i><b>Dwie Jadwigi</b></i></span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Dokładnie 200 lat po swojej patronce, św. Jadwidze Śląskiej, w </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">1374 </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">urodziła się w Budzie na Węgrzech Jadwiga Andegaweńska, wnuczka Władysława Łokietka, córka króla Węgier, koronowana w 1384 r. na Wawelu na króla Polski. Za trzy lata zarówno na Wawelu, jak i w Trzebnicy, będziemy świętować rocznice 850. i 650. urodzin tych mądrych i odważnych kobiet. Ich męstwo zapisało wiele kart historii, a ich dobroć i miłosierdzie do dziś sławią zapiski, żywoty i legendy. Jednak przede wszystkim żywy jest kult obu świętych, wciąż powtarzają się prośby o przekazanie relikwii, a księgi próśb i podziękowań za otrzymane łaski szybko się wypełniają. Obie Jadwigi także – choć jedna urodzona w Bawarii, druga na Węgrzech – są nauczycielkami nie tylko świętości, ale też polskości. Wśród skarbów Wawelu znajduje się XVI-wieczny ornat z klasztoru trzebnickiego, z wyszywanym wizerunkiem księżnej. Natomiast niedawno klasztorne muzeum trzebnickie wzbogaciło się o obraz św. Jadwigi Królowej – dar od przyjaciół z Krakowa.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Lilianna Sicińska &#8211; trzebniczanka z wyboru, dziennikarka, obecnie pracująca w NGO. Żona, mama czworga dzieci </b></span></span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-size: 10pt; font-family: 'times new roman', times, serif;">Fot. UM Trzebnica</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://wychowawca.pl/post/trzebnica-swietej-jadwigi/">Trzebnica świętej Jadwigi</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wychowawca.pl">Miesięcznik Wychowawca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
