|
| Rodzina
wielodzietna |
____________________________
|
„Rodzina jest jedyną społecznością ludzką, która – stosując określenie
Tomasza z Akwinu – jest secundum naturam constituta, jest porządkiem
natury ustanowiona. Jest więc konieczna, trwała, uniwersalna,
wynikająca z podziału rodzaju ludzkiego na dwie płci i biopsychicznej
konieczności ich zespolenia dla rozwoju rodzaju ludzkiego i
osobowościowego rozwoju jednostki ludzkiej. Stąd też socjologowie
nazywają rodzinę grupą pierwotną i podstawową. Pierwotną z rozwoju
wszelkich form życia społecznego i biografii jednostki, podstawową,
gdyż stanowiła i stanowi elementarną jednostkę organizacyjną każdego
historycznego społeczeństwa”1.
Przywołanie tych myśli
profesora Jana Turowskiego o rodzinie ma
szczególnie dziś wielkie znaczenie, gdy nazywa się rodziną związki,
które nią nie są, gdy marginalizuje się rodzinę, stwarza się nierzadko
społeczne warunki ku jej dysfunkcjonalności; medialnie nakręca się
spiralę patologii przenikającej i asymilowanej przez niejedną rodzinę.
Niewątpliwie jest to zagrożenie dla rozwoju jednostki i społeczeństwa.
Tymczasem rodzina daje ciągle
szanse na przetrwanie konkretnej rodziny
Iksińskich, gdy małżonkowie Iksińscy zrodzą dzieci, bowiem jeżeli
pozostaną bezdzietni, to wymierają. Jeśli zrodzą tylko jedno dziecko,
to wprawdzie w dziecku wpisują się w przyszłość, lecz biorąc pod uwagę
społeczeństwo, wchodzą w następne pokolenie tylko w 50 procentach.
Bezdzietność i jedynactwo w krótkim czasie może przynieść katastrofę
demograficzną narodowi i państwu.
Pojęcie rodziny wielodzietnej
– podobnie jak wiele procesów życia
małżeńskiego i rodzinnego – ulega w ostatnich dziesiątkach lat dużym
przemianom. Jeszcze w połowie XX wieku rodziny w aspekcie dzietności
dzielono na niepełne, tzn. takie w których wychowywało się tylko jedno
dziecko, i pełne. Z psychologicznego i pedagogicznego punktu widzenia
uważano, iż brak rodzeństwa ma negatywny wpływ na jedyne dziecko, w
którym może utrwalić się egocentryzm, między innymi spowodowany
nadopiekuńczością rodziców, albo nadmiernych ich oczekiwań i wymagań od
jedynaka. Brak dziecięcego środowiska w jednodzietnej rodzinie uważano
także za defekt w wychowaniu, gdyż środowisko rówieśnicze ma doniosły
wpływ na kształtowanie altruistycznej osobowości dziecka.
Przed półwieczem rodzinę z
dwójką dzieci uważano za rodzinę małą, gdy
każde dziecko ma tylko jednego brata, bądź jedną siostrę. Taka rodzina
bardzo skromnie zaspokaja demograficzne potrzeby narodu. Dopiero tzw.
rodzina średnia, gdy dziecko wychowywało się wśród dwojga lub czworga
rodzeństwa, zapewniała naszemu narodowi szybki biologiczny rozwój.

Rodziny, w których dziecko
wychowywało się wśród licznego rodzeństwa,
od pięciorga wzwyż, określano mianem rodzin wielodzietnych. Odegrały
one doniosłą rolę dla przetrwania narodowego w okresie zaborów i
powstania państwa polskiego w 1918 roku. Kanclerz Bismark w zaborze
pruskim walczył z „króliczą rozrodczością” Polaków. W okresie narodowej
niewoli tylko na obszarze tzw. Kongresówki (1815−1918) rodzina
wielodzietna przyczyniła się do 4−krotnego wzrostu ludności. Po 123
latach niewoli mogła odrodzić się Polska, gdyż istniał młody i prężny
naród polski. Okres drugiej wojny światowej spowodował największe
straty ludnościowe w Polsce. Państwo polskie straciło 12 milionów
swoich obywateli z okresu drugiej Rzeczpospolitej. W okresie
powojennym, w latach 19451956, naród czując się zagrożonym i
wyniszczonym postawił na wielodzietność. Pod koniec tego okresu Polska
osiągnęła największy wskaźnik w Europie, wynoszący 19,3‰ przyrostu
naturalnego.
Jeszcze za Bolesława Bieruta
doceniono rodziny wielodzietne – przy
urodzeniu szóstego i dalszego dziecka honorowym ojcem chrzestnym mógł
być sam prezydent Bierut, o czym specjalnym pismem informowano z
Warszawy i dla noworodka przysyłano jednorazową paczkę – tzw. wyprawkę.
Szacunek i uznanie dla rodzin
wielodzietnych zakończyło się w epoce
Władysława Gomułki (1956−1970). Wielodzietność była atakowana i
ośmieszana. Propagowano tzw. świadome macierzyństwo i wprowadzono
ustawę „O dopuszczalności przerywania ciąży”. Wielodzietność stopniowo
zaczęła zanikać. Dziś rodzinę średnią bardzo często uważa się za
rodzinę wielodzietną. Spadek dzietności w rodzinach został spowodowany
pracą zawodową kobiet, ich poziomem wykształcenia i tzw. awansem
społecznym.
W ostatnim dwudziestoleciu
brak stabilności ekonomicznej, bezrobocie i
widmo utraty pracy jest hamulcem dla tworzenia przez młodych rodziny,
lub jej powielania. Dla innych materializm praktyczny i konsumpcjonizm
jest przeszkodą dla liczniejszego potomstwa w rodzinie.
Moje badania nad rodziną, w
tym wielodzietną, pochodzą z początku lat
osiemdziesiątych XX wieku. W 1983 roku w czasopiśmie „Problemy
Alkoholizmu” (nr 10/1983, s. 15−17) pod polemicznym tytułem: „Rodzina
wielodzietna – szanse rozwoju czy miejsce patologii społecznej?“
opisałem 25 rodzin wielodzietnych, w których wychowywało się 214 dzieci.
Wśród owych rodzin siedem
(28%) było dotkniętych alkoholizmem (sześciu
ojców i jedna matka). W pozostałych rodzinach (osiemnastu – 72%) nie
było żadnych przejawów patologii, przeciwnie, atmosfera miłości,
wzajemnej pomocy i solidarności była tak duża, że dzieci z tych rodzin
osiągnęły poziom wykształcenia średniego (z maturą) i wyższego –
znacznie wyższy od przeciętnej krajowej w tamtych latach. O walorach
wychowawczych wielodzietnej rodziny pisałem także w następnych latach2.
Ciekawe badania nad rodzinami
wielodzietnymi przeprowadziła w 1999 roku
T. Gubernat. Zbadała ona 18 rodzin pełnych, tzn. takich, w których
oboje małżonkowie żyli, byli z sobą razem i wychowywali łącznie 152
dzieci. Spośród tej liczby było 105 dzieci ankietowanych lub objętych
skategoryzowanym wywiadem. W sześciu rodzinach autorka nie dotarła z
ankietą do najstarszych dzieci, które usamodzielniły się, mieszkając
daleko od rodziców, nawet za granicą kraju. Natomiast 41 dzieci było w
wieku niemowlęcym, poniemowlęcym, przedszkolnym i wczesnoszkolnym; z
racji wieku nie objęto ich badaniami, bowiem problemem badawczym T.
Gubernat były sukcesy szkolne i uczelniane dzieci z rodzin
wielodzietnych3. Założono, że po okresie przystosowania się
dziecka do
warunków szkolnych, można mówić o ich powodzeniach i osiągnięciach w
nauce. Wnikliwa analiza osiągnięć w nauce szkolnej i na studiach
dowiodła, iż 105 chłopców i dziewcząt oraz młodzieży akademickiej i
absolwentów uczelni cieszyło się następującymi wynikami według
ostatniej średniej ocen. Najniższą średnią ocen 3,0–3,5 osiągnęło
16,19%, średnią 3,6−4,0 osiągnęło najwięcej ankietowanych, bo 36,19%.
4,1−4,5 osiągnęło 13,33%, zaś 4,6−5,0 było udziałem 25,71%. Najwyższe
oceny 5,1−6,0 osiągnęło 2,86%. Od 5,72% respondentów badaczka nie
otrzymała średniej ocen, gdyż w tej podgrupie było sześcioro
absolwentów studiów wyższych, którzy przed kilku laty rozstali się z
uczelnią i nie pamiętali średniej, ale najważniejsze jest to, że studia
ukończyli.
Biorąc pod uwagę osiągnięcia uczniów i studentów w Polsce (także z roku
1999) trzeba stwierdzić, że badana grupa dzieci z rodzin wielodzietnych
w istotny sposób wyprzedzała w nauce statystycznych uczniów i
studentów4. Na podstawie skrupulatnych analiz T. Gubernat
sformułowała
następujące wnioski i uogólnienia:
– Dzieci z rodzin
wielodzietnych osiągają sukcesy w nauce.
– Rodzice starają się pomóc wszystkim dzieciom w zdobywaniu sukcesu,
mając na uwadze każde z nich; ważne jest, że nie zabraniają ani nie
narzucają im własnej woli.
– Umiejętności wychowawcze rodziców, takie jak: tworzenie odpowiednich
warunków do nauki w domu, pomoc w odrabianiu lekcji, zainteresowanie
problemami dziecka, często decydują o rezultatach nauki szkolnej.
– W zdobywaniu sukcesów, także w wypełnianiu różnych obowiązków, pomaga
młodszym starsze rodzeństwo. W toku rozmów, wspólnych zajęć, zabaw,
młodsze dzieci zdobywają informacje i uczą się od starszych dzieci.
– Starsze rodzeństwo często staje się wzorem, w dużej mierze wyznacza
poziom aspiracji i dążeń, a młodsze dzieci starają się im dorównać i to
osiągnąć.
– Dzieci z takich rodzin umieją rezygnować z zaspokajania własnych
potrzeb na rzecz rodzeństwa, starsze sprawują opiekę – wyręczając
rodziców, potrafią dzielić się wszystkim.
– Dzieci mają duże aspiracje, wiele z nich skończyło studia i w
porównaniu ze swoimi rodzicami awansowało społecznie. Statystycznie w
porównaniu do ogółu społeczeństwa w Polsce stanowią oni dosyć duży
procent ludzi z wyższym wykształceniem.
– Ani niski poziom wykształcenia rodziców, ani pochodzenie środowiskowe
nie mają wpływu na wykształcenie dzieci. Niewiele z nich ograniczyło
się do ukończenia szkoły zawodowej.
– Atmosfera, serdeczna postawa rodziców wobec dzieci, zgodne stosunki
między członkami rodziny i wzajemne zaufanie tworzą klimat sprzyjający
wszechstronnemu rozwojowi dziecka i jego sukcesom w szkole.
– Rodziny wielodzietne prawidłowo funkcjonują, właściwie kierują
rozwojem dziecka, pozytywnie oddziaływają na nie wychowawczo.
– Dom tętni życiem, rodzice mają czas na rozmowę, dzielą się z dziećmi
różnymi problemami, radościami i wspólnie je przeżywają.
– W rodzinach wielodzietnych łatwiej stworzyć atmosferę właściwą z
punktu widzenia wychowawczego. Skupia się uwagę na dzieciach. Stworzona
atmosfera związana jest ze specyficznym układem stosunków i podziałem
praw i obowiązków między członkami rodziny.
– Wszystkie dzieci traktowane są jednakowo, rodzice wiedzą i czują,
któremu z nich potrzebna jest większa pomoc, wsparcie. Chcą je wychować
na zaradnych, pracowitych, samodzielnych, odpowiedzialnych ludzi, aby
umiały współżyć z innymi w przyszłości.
– W takich rodzinach łatwiej kształtować cechy społeczno−moralne, gdyż
możliwość wchodzenia w interakcje z rodzeństwem jest stała, a to jest
bardzo ważne. Jeśli z dziećmi nie żyje się na co dzień, jeżeli kontakt
z nimi jest sporadyczny, okazjonalny, ma miejsce poza wszystkim innym,
określa się to jako życie obok siebie. W rodzinach wielodzietnych jest
to raczej niemożliwe.
– W rodzinach wielodzietnych i pod ich wpływem kształtuje się
umiejętność „przeżywania“ drugiego człowieka, wczuwania się w jego
stany psychiczne i potrzeby. Dawanie z siebie nie z myślą o osiągnięciu
czegoś, realizowanie zamierzeń ale, z poczuciem więzi z innymi, z
szacunkiem dla innych.
– Tradycje wielodzietności nie są raczej kultywowane, gdyż tylko
niektórzy rodzice pochodzili z licznej rodziny.
– Aktywność zawodowa matek wielodzietnych jest niska. Prawie wszystkie
pracowały, lecz z chwilą urodzenia pierwszego dziecka zrezygnowały z
pracy, by zająć się domem i wychowywaniem dzieci5.

Pisząc o rodzinie
wielodzietnej, trzeba się odnieść do badań z 2007 r. przeprowadzonych
na próbie 1212 uczniów, które zaprezentowałem w artykule o rodzinie
międzypokoleniowej. W badanej populacji 12,13% dziewcząt i chłopców nie
miało rodzeństwa. Jednego brata lub siostrę miało 43,16% ankietowanych.
Tradycyjne określenie rodziny z dwójką dzieci jako rodziny małej
występowało najczęściej.
Tzw. rodzina średnia, gdy
respondenci mieli dwoje rodzeństwa,
występowała w 24,83%, troje rodzeństwa miało 10,40% badanych i czworo
rodzeństwa – 2,97%. Sumując, w rodzinach średnich z dwójką–czwórką
rodzeństwa wychowywało się 38,20% badanych uczniów. Dziś te rodziny
często uważa się za wielodzietne. Według dawnej kwalifikacji w
rodzinach wielodzietnych razem wychowywało się 13 uczniów i stanowili
1,06% całej reprezentacji6.
Ważnym dla respondentów
okazało się miejsce wśród rodzeństwa w
kolejności przychodzenia na świat. Najstarszych było 32,76%, średnich
16,83%, najmłodszych 32,92%, jeden uczeń miał brata bliźniaka – 0,08%,
brak rodzeństwa 12,13%, brak odpowiedzi 5,28%.
Stosunki z rodzeństwem dla
badanej populacji w 2007 r. układały się
następująco: miłość i szacunek dla młodszego i starszego rodzeństwa –
40,43%. Cześć, uznanie, podziw, szacunek pragnienie naśladowania
starszego rodzeństwa – 34,74%. Ogólnie 911 osób (75,17%) pielęgnuje
bardzo dobre uczucia wobec rodzeństwa. Natomiast 25,24% respondentów
wśród członków rodziny najbardziej kocha rodzeństwo. 31,43% lubi
przebywać z rodzeństwem.
Wdzięczność wobec rodzeństwa
respondenci wyrazili w następujący sposób:
– za wspólne życie, miłość i przyjaźń – 11,39%; – za opiekę, troskę,
bezpieczeństwo – 6,11%; – za pomoc w problemach, w nauce, za wspieranie
– 21,94%; – za wspólne zabawy, imprezy, wycieczki – 8,25%; – za
wszystko co najlepsze, miłe chwile – 9,98%.
W pozytywną statystykę
dotyczącą rodzeństwa wpisuje się 3/4
respondentów. Wyrazili oni ogromne bogactwo wzajemnych relacji, np.
wspólne dziecięce i młodzieńcze zabawy – 46,53%. Dla pełnego obrazu
badań należy przypomnieć, że 12,19% ankietowanych nie ma rodzeństwa, a
12,7% nie ma dobrych relacji z rodzeństwem. Jednak nie zawiniło tutaj
rodzeństwo lecz rodzice, którzy nie dali dobrego przykładu dzieciom,
doprowadzili do rozpadu więzi rodzinnej, porzucenia, rozwodu, podziału
i rozdzielenia dzieci; za przykładem ojca alkoholika czy matki
alkoholiczki starsze rodzeństwo popadło w uzależnienia, zaczęło
stosować przemoc itp.
Dla tych i innych powodów
obojętność i chłód wobec rodzeństwa przeżywa
4,21%, oraz całkowicie zerwane więzi z rodzeństwem ma 1,81%
respondentów.
Można powiedzieć, że negatywne
relacje z rodzeństwem mają charakter
marginesowy, pozytywne – niemal powszechny.
Anita Łęczyńska w pracy
magisterskiej „Uwarunkowania postaw
rodzicielskich w rodzinach jedno− i wielodzietnych w środowisku
wiejskim i miejskim“ (Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach) w
podsumowaniu badań stwierdza: „Rodzice wychowujący jedno dziecko mają
skłonność do traktowania go z pozycji władzy, częściej żądają
bezwzględnego posłuszeństwa i podporządkowania się niż rodzice kilkorga
dzieci […] Rodzice jedynaków przejawiają większą skłonność do
nadmiernej koncentracji emocjonalnej na dziecku poświęcając mu całą
swoją uwagę i niejednokrotnie oczekując, że spełni ono marzenia
rodziców“7.
Inaczej jest w rodzinach
wielodzietnych, bowiem troska i uwaga rodziców
rozkłada się na wszystkie dzieci. Przytoczę tu wymowny przykład
studenta, dziś już licencjata. Zgłosił się on do mnie w lutym z prośbą
o wpis zaliczenia i o możliwość zdawania egzaminu, na który w
wyznaczonym terminie nie przyszedł. Zapytałem o powód nieobecności na
egzaminie. Usłyszałem takie wyjaśnienie: „Przepraszam księdza
profesora, że w ostatnim dniu na poprawki się zgłaszam, ale dopiero
wróciłem dopiero z Anglii. W czasie Świąt Bożego i aż dotąd pracowałem
tam jako kelner. Jestem w takiej sytuacji, że od matury muszę zarobić
na swoje utrzymanie. Pochodzę z rodziny wielodzietnej, gdy powiedziałem
rodzicom, że chciałbym pójść na studia, tato stwierdził, że mi nie
zabrania, ale dalej nie będzie mnie utrzymywał... Wiem, że mu ciężko,
stracił stałą pracę, pracuje dorywczo, gdzie się da. W wakacje, jak
więcej zarobię, to się jeszcze podzielę z rodziną...”.
Trzyletnie zmagania studenta z wielodzietnej rodziny, pełne ogromnej
pracy, zaradności, wytrwałości wśród przeciwności, zostały uwieńczone
licencjatem.
ks. prof. dr hab. Jan
Śledzianowski
KS. PROF. DR HAB. JAN
ŚLEDZIANOWSKI – kierownik Zakładu Profilaktyki Społecznej i
Resocjalizacji, profesor na Wydziale Pedaogicznym Uniwersytetu
Humanistyczno−Przyrodniczego w Kielcach
Fot. Z archiwum Państwa
Kuczajów
Przypisy:
1. Turowski J., Rola rodziny w kształtowaniu kulturyWłaściwości
strukturalne rodziny i jej zagrożenia, w: Kultura dnia codziennego i
świątecznego w rodzinie, red. Dyczewski L., Lublin KUL 1998, s. 11.
2. J. Śledzianowski, Optymalny model dzietności – aspekt pedagogiczny,
w: Miłość, małżeństwo, rodzina, red. F. Adamski, WAM, Kraków 1978, wyd.
III 1988, s. 356−364, Tenże, Rodzeństwo a miłość ludzka, „Rycerz
Niepokalanej“ nr 12/1984, s. 1516, Tenże, Diecezjalne dni skupienia w
sanktuariach Kościoła kieleckiego dla rodzin wielodzietnych, „Kielecki
Przegląd Diecezjalny“ nr 2−3/1990, s. 215−219, Tenże, Optymalny model
dzietności, w: Jak być szczęśliwym w małżeństwie, red. F. Adamski, WAM,
Kraków 1997, s. 143−173.
3. Gubernat T., Wpływ rodziny wielodzietnej na sukcesy dziecka w
szkole, Wydział Pedagogiczny WSP, Kielce 1999, praca magisterska.
4. Por. Główny Urząd Statystyczny: Mały Rocznik Statystyczny 1999,
Warszawa, s. 164−165.
5. Gubernat T., op. cit., s. 71−73.
6. Śledzianowski J., Rodzina międzypokoleniowa w Polsce na progu XXI
wieku, Kielce 2008, s. 152.
7. Łęczyńska A., Uwarunkowania postaw rodzicielskich w rodzinach jedno
i wielodzietnych w środowisku wiejskim i miejskim, UJK Kielce 2009, s.
108−109 (praca magisterska).
|